środa, 10 stycznia 2018

Dodatek specjalny! Vampire Knight v. 2.0: rozdział XX - „Zburzywszy świat”

      Kaori obudziła się we wtorek w dobrym humorze. Z uśmiechem wspominała siostrzany wypad do miasteczka, a następnie przyjemną pogawędkę z dyrektorem. Co innego niestety tyczyło się Ayi. Ach, gdyby nie to, co stało się wieczorem… Jako że nie potrafiła jeszcze w stu procentach kontrolować swych wyostrzonych zmysłów, przypadkiem „podsłuchała” rozmowę Zero i Yūki, która raczej nie miała być przeznaczona dla uszu nikogo poza nimi. Tak, zdecydowanie - gdyby nie to, sama miałaby nie najgorszy nastrój. Wszak spędziła z młodszą siostrą naprawdę miłe chwile. Przez jakiś czas czuła się niemal jak zwykła nastolatka, która wyskoczyła na miasto z członkiem rodziny. Ale oczywiście noc przyniosła ze sobą mrok - tym razem nie tylko dosłowny. Jakkolwiek by nie chciała, nie mogła udawać człowieka, los nie pozwolił jej też na zbyt długie cieszenie się „normalnością”. Wampiryzm znów dał o sobie znać.
      No, nie tylko jej wampiryzm. Ten Zero również. Aya posmutniała dodatkowo na myśl, jak on musiał się czuć. Skoro widziała to ona, to on musiał być tego wręcz boleśnie świadom - było z nim coraz gorzej. Nawet Yūki to zauważyła, gdy jej przyjaciel nie odrywał od jej szyi kłów dłużej niż zazwyczaj.
      Jęknęła cicho, zakrywając ręką oczy. Leżała na plecach w jednym z pokoików gościnnych w domku dyrektora.
      - Co jest? - zapytała Kao, przyjmując pozycję siedzącą.
      - Nic, miałam jakieś głupie sny - zmyśliła na poczekaniu Aya. Przeklęła się w duchu. Nie dość, że podsłuchiwała jednych, to jeszcze okłamywała drugich. Nie ma co, świetna z niej siostra i przyjaciółka...
      Kaori przyjęła to wyjaśnienie do wiadomości i nie zadawała zbędnych pytań. Wstała, przeciągnęła się porządnie, po czym czmychnęła do łazienki. Aya wykorzystała ten czas, by się ubrać - nałożyła szybko czarne legginsy i luźną błękitną bluzkę z krótkim rękawem. Jednocześnie zastanawiała się, co powiedzieć Zero. Pragnęła go przeprosić, bo wczorajsza sprawa zaprzątała jej głowę i sprawiała, że miała wyrzuty sumienia, ale… O rety, ma mu powiedzieć, że słyszała coś takiego? Prefekci gadali od serca, ona nie miała prawa się wtrącać. Była tylko osobą trzecią, znała ich od paru miesięcy, a oni przyjaźnili się od czterech lat.
      Z jakiegoś powodu poczuła ukłucie zazdrości. Skrzywiła się, ale zaraz potem doprowadziła się do porządku. Przecież to niemądre! Niby czego im zazdrościła? Podumała przez chwilę, po czym doszła do wniosku, że jej było przecież dużo lepiej - w końcu miała Kaori. Problem w tym, że nie mogła z nią szczerze porozmawiać, bo ta nie znała okrutnej prawdy o świecie. Z drugiej strony, Yūki, choć wtajemniczona od zawsze, o Zero wiedziała od niedawna, więc…
      Uch, nieważne, pomyślała, nie chcąc już zawracać sobie tym głowy.
      Kao wróciła, więc teraz to Aya przemknęła do zwolnionej łazienki. Kaori, nucąc pod nosem jakąś melodię, poszperała w szafie, by wybrać z niej dżinsy i biało-granatową koszulkę w paski z kieszonką na piersi. Włosy upięła w wysoką kitkę.
      - Co dziś porobimy? - zapytała, gdy Aya wróciła.
      - Pojęcia nie mam - odrzekła ta, wzdychając głośno. Nie była fanką szkoły, ale nie mając co robić podczas dłuższych niż weekendy przerw od lekcji, wręcz tęskniła za zajęciami. - Może poczytam - mruknęła, ale, szczerze mówiąc, obawiała się, że może mieć problemy ze skupieniem się.
      - Pff, tego się obawiałam. - Kao wywróciła oczyma. Jeśli Aya zatopi się w lekturze, przepadnie. Z Zero nie zamierzała spędzać czasu, Yūki ostatnio stanowczo była nie w sosie, a dyrektorowi nie wypada wciąż zawracać głowy.
      Zmarkotniała nagle.

      Na szczęście nie miała się o co martwić. Kaien zadbał o to, by się nie nudziła, proponując jej wspólną pracę w ogródku na tyłach domu. Kaori, która z braku ciekawszych zajęć z radością rzuciła się w wir pielenia chwastów i rozmów z dyrektorem, ostatecznie spędziła z nim praktycznie cały dzień.
      Yūki wychodziła ze swojego pokoju tylko na posiłki, a i to niechętnie. Jakoś więc tak wyszło, że Aya większość czasu spędziła nie na czytaniu, a z Zero.
      - Muszę ci coś powiedzieć - wyrzuciła z siebie wreszcie, nerwowo ściskając bluzkę. Tradycyjnie spacerowali po lesie. Było dość ciepło, więc tym lepiej czuli się, przebywając w cieniu drzew.
      - Co jest? - spytał spokojnie. Choć nie bardzo było to po nim widać, w istocie miał niezłego doła. Źle się czuł po tym, co wczoraj zrobił. No, nie żeby to był pierwszy raz, ale faktycznie wypił więcej niż normalnie. Stres związany ze świadomością, że pogrąża się coraz bardziej, wypalał go od środka.
      Aya skłoniła się nisko.
      - Przepraszam! - niemal wykrzyknęła, okropnie przejęta. Większości osób mogła się co prawda wydawać nieczuła, ale rzeczywistość była zupełnie inna. Nie dość, że delikatna i wrażliwa, to jeszcze przeżywająca wszystko niemal w nieskończoność. Miała nadzieję, że z wiekiem to przejdzie… ale czy dożyje tego „wieku”? Jeśli ta jej okropna przemiana nadal będzie postępowała w takim tempie, to raczej wątpliwe. W końcu nie chciała żyć jako wampir. Możliwe, że stojący obok przyjaciel będzie zmuszony ją zabić. O ile sam do tego czasu nie zeświruje.
      - Co? - Zero uniósł brwi. - Za co mnie przepraszasz?
      - Słyszałam twoją wczorajszą rozmowę z Yūki - wyznała Aya. Serce biło jej porządnie ze stresu. Czuła się okropnie. - Nie zrobiłam tego specjalnie, wiesz, wspominałam ci, że nie potrafię jeszcze kontrolować tych wyostrzonych zmysłów… Próbowałam się wycofać, ale mi nie wychodziło. Przepraszam - powtórzyła ze skruchą.
      Zero podszedł do niej, bo stał kilka kroków dalej.
      - Weź się już wyprostuj - rzucił, czochrając ją lekko po głowie niczym małe dziecko. Pierwszy raz uraczył ją takim gestem.
      Aya podniosła się i spojrzała na niego zdziwionym wzrokiem.
      - Nie jesteś zły?
      - Dlaczego miałbym być? W końcu nie zrobiłaś tego specjalnie. Poza tym, o tym, że piję jej krew, i tak wiesz, więc… Zresztą cóż, przecież i tak na pewno to poczułaś, nie?
      - No tak, ale rozmawialiście… - mruknęła, uciekając wzrokiem w bok.
      - Uhm. Mniejsza o to - rzekł szybko, chcąc raczej skończyć temat. Mimo wszystko trochę dziwnie się czuł ze świadomością, że ktoś słyszał tak poufną rozmowę. Z drugiej strony… To przecież Aya. A ona nie była taka jak inni. Ufał jej, mimo że znali się tak krótko. Były jednak pewne szczególne sprawy, które zbliżały ludzi dużo bardziej i szybciej niż inne. - Ale Yūki raczej o tym nie mów - dodał, uśmiechając się półgębkiem.
      Skinęła głową, również uśmiechając się słabo.
      Przez resztę dnia starali się unikać niewygodnych tematów. Dla odmiany postanowili dowiedzieć się czegoś o sobie nawzajem, nie zbaczając na wątki związane z wampirami. Okazało się to dużo trudniejsze niż myśleli…
***
      W niedzielę, ósmego maja, do Akademii wróciła większość uczniów Dziennej Klasy (część uczyniła to dzień wcześniej). Podopieczni dyrektora mogli wreszcie na powrót przenieść się do akademika.
      - Cześć, Otsune! - przywitała się Aya, widząc na korytarzu swą przyjaciółkę.
      - Aya! - Rudowłosa odstawiła na chwilę torbę i przytuliła koleżankę. - Dzień dobry!
      - Cieszę się, że już wróciłaś. - Aya uśmiechnęła się.
      - Wpadniesz do mnie? - zapytała Umari.
      - Pewnie.
      Dziewczyny przeszły do pokoju Otsune, po czym rozsiadły się wygodnie na miękkim łóżku.
      - Jak ci minęła majówka w Akademii? - spytała Otsune, szczerze zaciekawiona.
      - Hm, w sumie nie najgorzej… Nadrobiłam książkowe zaległości. Choć trochę dziwnie było spędzić Złoty Tydzień w szkole - zaśmiała się lekko. Robiła dobrą minę do złej gry. Tak naprawdę nieszczególnie przypadła jej do gustu tegoroczna majówka. Zbyt dużo stresu jak na jej gust. Intruzi, kłopoty z kontrolowaniem wyostrzonych zmysłów, dziwne zachowanie Yūki, nie najlepszy stan Zero…
      - Wierzę.
      - A tobie? Wydarzyło się coś ciekawego? - zapytała Aya, pragnąc, by uwaga nie skupiała się nadal na niej.
      - Właściwie to nic takiego. Siedziałam w domu, bo rodzice nie mogli wziąć urlopu, żeby gdzieś ze mną pojechać. Prawdopodobnie wybierzemy się gdzieś w letnie wakacje.
      - Och, masz szczęście… I pomyśleć, że jeszcze tak niedawno, niecały rok temu, Kao i ja pojechałyśmy z mamą nad ocean… Wydaje mi się, że to było całe wieki temu - przyznała Aya. Jednocześnie zdała sobie sprawę, że oto mijały dwa miesiące od śmierci Reiko. Choć ona i Kaori jakoś sobie radziły, obie, niezależnie od siebie, codziennie przynajmniej przez chwilę myślały o mamie/cioci. Okropnie za nią tęskniły. Zresztą wolne, które z powodu jej braku musiały spędzić w szkole, jedynie dodatkowo przypominało im o stracie.
      Przez chwilę milczały. Otsune domyśliła się, co leży Ayi na sercu (przynajmniej po części - tej „ludzkiej”). Położyła jej rękę na ramieniu, pragnąc choć w ten sposób okazać jej wsparcie. Chciała, by koleżanka miała świadomość, że zawsze może na nią liczyć. Aya doceniła gest i uśmiechnęła się leciutko.
      Jakiś czas później Otsune zaczęła się rozpakowywać. Aya pomogła jej, więc po paru minutach wszystko było już na swoim miejscu. Obie czerpały swego rodzaju radość z tak prostej czynności jak opróżnianie walizki. Było w tym coś uspokajającego, choć żadna z nich nie potrafiłaby dokładnie określić, dlaczego tak się czuły.
      - A jak tam twoja siostra? - spytała Umari, z powrotem siadając na łóżku.
      - W porządku.
   Wciąż nie ma o niczym pojęcia… Coraz częściej się zastanawiam, czy to w ogóle możliwe, by przeżyła to wszystko w niewiedzy. A jeśli kiedyś odkryłaby prawdę? Powiedzmy… gdyby przypomniała sobie ugryzienie przez Aidō… Czy znienawidziłaby mnie za to, że przez całe życie ją okłamywałam?
      - Otsune? - zagaiła cicho.
      - Tak?
      - Powiedz… Co myślisz o kłamcach? - spytała.
      Umari zastanawiała się przez moment.
      - To zależy, o jaki rodzaj kłamców ci chodzi - stwierdziła wreszcie. - Jeśli ktoś oszukuje, bo mu się tak podoba albo ma z tego jakieś zyski czy coś, to uznałabym kogoś takiego za złego i nieuczciwego człowieka, niewartego zaufania - wyjaśniła.
      - A jeśli ktoś okłamuje kogoś po to, by tę osobę ochronić? - drążyła Aya. Serce waliło jej ze stresu. Od czasu przybycia do Akademii zdarzało jej się to niepokojąco często.
      - Trzeba by się zastanowić, czy ukrycie prawdy jest rzeczywiście ochroną. Mówi się, że niewiedza czasami jest błogosławieństwem… Ale czy tak jest w istocie? Nie wiem - przyznała Otsune.
      - A gdyby… Gdybyś się dowiedziała, że bliska osoba okłamywała cię dla twojego dobra przez całe życie, a ty nagle odkryłabyś straszną prawdę… Znienawidziłabyś tę osobę?
      - Nie sądzę, bym potrafiła kogokolwiek nienawidzić.
      - A czy potrafiłabyś jeszcze takiej osobie zaufać?
      - Nie wiem… Teraz ci powiem, że dałabym komuś takiemu drugą szansę, ale tak naprawdę nie mogę przewidzieć tego, w jaki sposób bym się zachowała w podobnej sytuacji.
      - Rozumiem.
      - Aya? Skąd to nagłe pytanie? - Otsune przysunęła się lekko do przyjaciółki i spojrzała na nią z uwagą oraz troską. - Czy ktoś cię w jakiś sposób skrzywdził?
      - Nie, nie przejmuj się! - zaprzeczyła szybko Aya. - Tak tylko pytałam…
      To ja wszystkich ranię. Okłamuję Kao i Otsune… Nie potrafię pomóc Zero ani Yūki… Nie umiałam ochronić cioci Reiko… Jestem do niczego.

      - Siemanko! Możemy wejść? - zawołały na progu Mio, Nio i Michi.
      - Pewnie! - odparła z uśmiechem świeżo wykąpana Kao. Był już wieczór.
      Dziewczyny rozgościły się, usadawiając się na krzesłach i łóżku Kaori.
      - Powiedz, jak to jest spędzić wakacje w szkole? - dopytywała się Mio.
      - Nie było tak źle. Dyrektor był bardzo miły, nawet pozwolił nam od czasu do czasu wychodzić do miasteczka!
      - To świetnie! Ech… Czemu stale nie mamy takiej swobody? - skarżyła się Michi, sympatyczny tegoroczny pierwszak. Poznała Kao na wymianach między Nocną i Dzienną Klasą i od tego czasu często przyłączała się do rozmów trójki dziewczyn. - Przecież do Mumei nie jest aż tak daleko.
      - Kupiłaś sobie coś? - spytała podekscytowana Nio.
      - No co ty… Jestem totalnym bankrutem! Wszystkie oszczędności wydałam na początku roku, kiedy wybierałam się do miasteczka - powiedziała radośnie Kao. Właściwie zastanawiała się, co teraz będzie z nią i Ayą. Kieszonkowe od mamy już przepadło. Dostaną jakiś spadek? A może to dyrektor będzie musiał je utrzymywać? Uch, chyba warto by było o to zapytać… Głupio jej się nagle zrobiło, że dotąd tego nie uczniła. Nie chciała sprawiać dodatkowych problemów człowiekowi, który już tak wiele zrobił dla niej i Ayi.
      - O tak, tak. Ze mną było podobnie - rzekła z uśmieszkiem Mio.
      - A tak ogólnie to wydarzyło się coś fajnego? - zapytała Michi.
      - W sumie… - Oprócz tajemniczych zbirów „policjantów”, którzy wypytywali o chore rzeczy i chcieli strzelić w nēsan, gromu tajemnic, jakich jeszcze nie odkryłam, dziwnego zachowania prefektów i Ayi oraz mojej wybujałej, czasem aż za bardzo, wyobraźni… - …to nic. Ach, zapomniałabym. Przeprowadziłyśmy się z siostrą na te jakże „długie” wolne do domku dyrektora. Razem z Kurosu-san i Kiryū-kunem -  oznajmiła obojętnym tonem Kaori.
      - Jak to?! - krzyknęły w tym samym momencie Mio i Nio, rozdziawiając buzie.
      - Kao-senpai… Naprawdę? - rzekła z niedowierzaniem Michi.
      - Mówiłam, żebyś odnosiła się do mnie normalnie… - powiedziała Kao. Choć większość starszaków uwielbiało przyrostki grzecznościowe, ona jakoś do nich nie należała. Szczególnie wśród bliższych znajomych. - Ale tak, to prawda. Wiecie. Wszyscy pojechali do domów, zostaliśmy sami na terenie Akademii, więc dyrektor się martwił, a że ma duży dom, to tak jakoś wyszło…
      - Ale że z Kiryū-kunem? To musiało być dla ciebie wstrząsające przeżycie! - zawołała Mio. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że Kaori nie znosi prefekta. Nie ona jedyna zresztą. Większość dziennych uczniów zwyczajnie się go bała, choć jednocześnie, w jakiś nie do końca pojęty sposób, podziwiała.
      - Żebyś wiedziała! - Kao roześmiała się. O dziwo, musiała przyznać sama przed sobą, że nie było aż tak źle. Mimo wszystko większość wolnego spędziła albo z Ayą, albo z dyrektorem, na prefektów natykała się zazwyczaj tylko podczas wspólnych posiłków.
      Dalszą część wieczoru wszystkie spędziły na wesołej rozmowie. Dopiero koło dwudziestej pierwszej Mio, Nio i Michi wyszły. Dosłownie chwilę wcześniej od Otsune wróciła Aya.
      - Jak było u Umari-san? Chyba obie się dziś zasiedziałyśmy - rzekła wesoło Kao.
      - Racja… Było fajnie, jak zawsze. Domyślam się, że u ciebie podobnie?
      - Pewnie.
      - To dobrze. W takim razie idę się wykąpać - rzuciła Aya i już po chwili wyszła, przewiesiwszy sobie ręcznik na ramieniu.
      Kaori została w pokoju sama. Podeszła do okna.
      To stąd skakałam z Aidō? Czemu… Czemu mnie to nie rusza? Dlaczego nic nie czuję, gdy o nim myślę? Spojrzała w ciemny las za oknem. Czy uczucia zawsze już będą odchodziły w ten sposób? Nie chcę tego. Objęła się ramionami i na chwilę zatopiła wzrok w ciemnych chmurach częściowo zakrywających księżyc.

      Zero westchnął cicho. Najchętniej po prostu poszedłby spać. Nie znosił nocy takich jak ta, gdy miał tyle na głowie. Niestety, Nocna Klasa właśnie wróciła, a on wraz z Yūki musiał czuwać nad bezpieczeństwem.
      - Witajcie! - zawołała uradowana Kurosu, zwracając się do wampirów. Głównie do Kurana, oczywiście. Na jego widok od razu zrobiła się jakaś taka rozanielona, mimo tego, że ostatnio świrowała i nie potrafiła się uspokoić. Krwawe wizje nie dawały jej spokoju, a on wciąż i wciąż się o nią martwił.
      - Yūki, mam dla ciebie prezent - rzekł Kaname, podchodząc do dziewczyny. Wręczył jej niewielkie zawiniątko. Podczas gdy Yūki zachwycała się zatopioną w żywicy różą kwitnącą raz na dziesięć lat i rozmawiała z Kuranem, Zero zastanawiał się (nie po raz pierwszy zresztą), co, u licha, ten koleś od niej chciał. Był przecież jakże wspaniałym czystokrwistym, a ona zwykłą ludzką dziewczyną. Czy to nie było dziwne? Z drugiej strony… Jak wynikało z przypadku Ayi, związki czystokrwistych z ludźmi czasem się zdarzały. To jednak nie zmieniało faktu, że coś mu w tym wszystkim nie pasowało. Tym bardziej, że pamiętał, iż Aya wspominała, że Kaname odnosił się do związku jej rodziców nad wyraz niepochlebnie. Sam zaś niemalże robił to samo, co jej ojciec. Przecież to nie miało sensu…
      - Kaname-senpai, chciałabym o czymś z tobą porozmawiać - wyznała Yūki, gdy już skończyła wygłaszać swoje „ochy i achy” nad różą. - Jutro w szkole, dobrze? - mruknęła cichutko, zarumieniona z podenerowania.
      Kuran wspaniałomyślnie się zgodził. Yūki, czerwona już jak burak, chcąc uciec od krępującego spojrzenia Kaname, popędziła za resztą wampirów, krzycząc, że musi ich odhaczyć na liście.
      - Jest taka radosna - odezwał się nagle Kuran. - Ale kiedy mnie nie było… - Zamilkł. - Nie, to nie rozmowa na tu i teraz - stwierdził. Zero w duchu przyznał mu rację. Jeszcze ktoś by coś usłyszał. Zresztą… bynajmniej nie miał ochoty rozmawiać ze znienawidzonym czystokrwistym.
      Kilka, a może kilkanaście minut później Yūki przybiegła z powrotem do Zero. Kaname zdążył już udać się za swoimi.
      - No, odfajkowane! - oznajmiła Yūki. - Nie ma tylko Ichijō-senpai i Shikiego-senpai, którzy wrócą później z powodów rodzinnych, tak jak wcześniej zapowiadali.
      - Uhm - mruknął tylko Zero, niespecjalnie tym zainteresowany. Odetchnął głębiej. - Idziemy - rzucił, popychając Yūki w stronę słonecznych akademików.
      - Ale trzeba złożyć raport dyrektorowi - zaprotestowała.
      - Cholera, fakt - przyznał jej rację. - Dobra, ja to zrobię. Odpocznij, wyśpij się przed lekcjami - rzekł i nawet nie czekając na odpowiedź, ruszył ku domkowi Kaiena. Kiedy się tam znalazł, wszedł bez pukania, jak zwykle nie zawracając sobie głowy grzecznościami.
      Zastał dyrektora w kuchni, parzył akurat herbatę.
      Zero zrelacjonował szybko przebieg „misji”, jaką było doglądanie powrotu do szkoły zarówno Dziennej, jak i Nocnej Klasy.
      - Dziękuję za waszą ciężką pracę - rzekł Kaien, wysłuchawszy wychowanka. - No właśnie… Jesteś pewien, że nadal czujesz się na siłach, by to robić? - zapytał z wyczuwalną troską w głosie.
      - Raz jest lepiej, raz gorzej, ale bez paniki - mruknął Zero, odwracając wzrok.
      - Ale „gorzej” jest chyba teraz znacznie częściej…
      Kiryū z powrotem przeniósł wzrok na dyrektora.
      - Ty wiesz, prawda? - zapytał po chwili. Zastanawiał się, czy wchodzić na grząski temat, ale… Cóż, bądź co bądź Kaien Kurosu był opiekunem zarówno jego, jak i Yūki. - Zdajesz sobie sprawę z tego, że nadal piję krew Yūki.
      Dyrektor wyglądał na całkiem poważnego, co zdarzało się stosunkowo rzadko. Zazwyczaj tryskał energią, często zachowywał się wręcz głupio, jak gdyby z całej siły próbował poprawić nastrój wszystkim dookoła albo starał się nie zwracać uwagi na problemy. Zero miał jednak świadomość, że tak naprawdę to jeden z najbardziej godnych zaufania ludzi.
      - Oczywiście - przyznał wreszcie. - To dlatego, że od dawna was obserwuję.
      Faktycznie, Zero nie wątpił, że ten człowiek potrafi zauważyć nawet coś takiego. Znał dobrze i jego, i Yūki, mógł się więc domyślić, jakie emocje i motywy nimi kierują. Momentami Kiryū dziwił się jednak, że dyrektor nic z tym nie robi. Yūki była jego adoptowaną córką, a on, Zero, regularnie wysysał z niej krew, co kiedyś może się przecież skończyć tragicznie.
      - Oboje wkroczyliście na ścieżkę pełną cierpienia - powiedział cicho Kurosu. - Nadal chcę was chronić. Was i siostry Mitsui. Nie masz pojęcia, jak bardzo. I zrobię to, nawet jeśli zostanie to odebrane przez niektóre kręgi jako działanie przeciwko tabu - oznajmił poważnym, pewnym tonem. Chcąc nie chcąc, Zero poczuł, że to oświadczenie go wzruszyło. Zwykle dyrektor go irytował, ale w chwilach takich jak ta z całą mocą zdawał sobie sprawę z tego, jak wielkie miał szczęście, że do niego trafił. Kaien Kurosu wciąż w niego wierzył, a to napełniało go jeśli nie siłą, jeśli nie nadzieją, to chociaż ich cieniem. - Heh, kto wie, może to swego rodzaju nieodpowiedzialność? - kontynuował Kaien. - Ale wiesz co? Wydaje mi się, że póki myślisz trzeźwo, jest w porządku. - Uśmiechnął się lekko, ale Zero znów spuścił wzrok. Myślenie trzeźwo, co? Czy nadal to potrafił? Nie, inaczej: jak długo jeszcze te zaćmienia umysłu nie będą przeważały nad człowieczeństwem? Ile czasu mu zostało? Co zdąży zrobić? Albo raczej: czy zdąży zrobić cokolwiek?
      - W Związku powiedziano mi, że istnieje możliwość opóźnienia mojego upadku do Poziomu E - mruknął Zero. Taak… Problem w tym, że było to wypicie krwi czystokrwistego, a to właściwie równało się czemuś niemożliwemu.
      - Mówisz? Co to za możliwość? - zapytał dyrektor.
      - Czy to nie coś, o czym doskonale wiesz? - Kiryū przeszył mężczyznę spokojnym spojrzeniem. Podejrzewał, że Kaien wiedział dużo więcej od tego, do czego się przyznawał. - Podobnie z częścią przeszłości Yūki… - szepnął bardziej do siebie, ale dyrektor to usłyszał.
      - Co takiego? Co ty insynuujesz? Czyżbyś we mnie wątpił?! - Kaien nagle wrócił do swojego drugiego „ja” - głośnego, szalonego, irytującego. Szczerze mówiąc, Zero odebrał tę zmianę jako potwierdzenie własnych przypuszczeń. Cóż, i tak nic z niego nie wyciągnie. Jeśli dyrektor coś postanowił, to nikt go od tego nie odwiedzie. Prawdopodobnie zresztą miał powody, by zachowywać pewne sprawy w tajemnicy.
     Zero westchnął tylko i skierował się ku wyjściu. Nie żegnając się, chciał już wyjść, gdy Kaien zaprotestował energicznie.
      - Hej, czekaj, chciałem ci powiedzieć coś jeszcze! - wołał, doganiając go na korytarzu. - Otóż - rzekł - ktoś dołączy jutro do Dziennej Klasy.
***
      Wszyscy zajęli już swoje miejsca w sali lekcyjnej. Aya przebiegła szybko wzrokiem całe pomieszczenie - Zero się nie zjawił. Przez chwilę zastanawiała się, co jest powodem jego nieobecności. Czyżby znowu gorzej się poczuł? A może po prostu wagarował? Cóż, czego by nie robiła, nie potrafiła się uspokoić. Strach o niego i o to, co się stanie, kiedy w końcu zupełnie straci kontrolę, praktycznie jej nie opuszczał.
      Yūki także nie było. Czyżby Zero znowu ją ugryzł? Ale nie, Aya raczej by to wyczuła… Co się więc z nimi działo? Miała nadzieję, że to nic poważnego…
      Do klasy weszła nauczycielka.
      - Zanim zacznę, chciałabym wam coś przekazać - powiadomiła. - To potrwa tylko chwilkę. Proszę wszystkich o ciszę! - zawołała, gdy uczniowie zaczęli szeptać między sobą, zastanawiając się, o co takiego może chodzić. Wówczas jednak na środek sali wyszedł nowy uczeń Dziennej Klasy.
      Aya spojrzała na niego z przerażeniem. Do jasnej cholery, co on tu robi?!
      Kaori z kolei siedziała i gapiła się na niego z otwartą buzią. Serce zaczęło walić jej jak młotem. To niemożliwe…
      - No, to teraz się przedstaw - poleciła nauczycielka, po czym sprawnie zapisała na tablicy jego nazwisko i imię.
      - Witajcie. Od dziś będę uczęszczał do waszej szkoły.
      Aya usłyszała jakieś dźwięki - ktoś po cichu wszedł do sali. Okazało się, że była to pani prefekt - szybko zajęła swoje miejsce, nie zostając przez nikogo (z wyjątkiem Yori) zauważoną. Gdy spostrzegła nowego ucznia, gwałtownie wstała.
      - Z różnych przyczyn nie mieszkałem z moim starszym bratem - kontynuował nowy. - Jestem drugim z bliźniaków, Ichiru Kiryū. Miło was poznać.
      - Ach! - wyrwało się Yūki.
      - Kurosu-san, jeśli masz zamiar usiąść, to zrób to jak najszybciej - zniecierpliwiła się nauczycielka, patrząc na dziewczynę z widocznym politowaniem.
      Kilka osób zachichotało, zaś Kasumi Kageyama podniósł wysoko rękę i krzyknął:
      - Pozwól, że przewodniczący klasy zajmie się tobą, Kiryū-kun! Dopóki nie przywykniesz do nowej szkoły.
      - Dobrze - odpowiedział tamten, uśmiechając się sympatycznie.
      - Kiryū-kun, idź i usiądź obok niego - poleciła nauczycielka, która wydawała się już nieco zirytowana zamieszaniem. Chciała chyba jak najszybciej rozpocząć lekcję.
      Ichiru powoli ruszył we wskazaną mu wcześniej stronę. Po drodze pochylił się lekko nad Yūki.
      - Skoro Zero traktuje cię jak skarb, to znak, że jego gust okropnie się pogorszył - wyszeptał tak cicho, że nikt oprócz oburzonej Yūki i Ayi tego nie dosłyszał.
      Wchodząc coraz to wyżej, Kiryū zdążył jeszcze przeszyć Ayę spojrzeniem. Nie spodobało jej się to. Natychmiast przypomniała sobie całą akcję związaną z Shizuką Hiō. Wzdrygnęła się lekko na wspomnienie mocnego uścisku chłopaka, z którego nie potrafiła się wyswobodzić.
      Nawet na mnie nie spojrzał, zdenerwowała się Kaori, gdy chłopak już usiadł. Nie, stop! To, że tu się nagle zjawił i będziemy chodzić do tej samej klasy, wcale nie oznacza, że to jakieś przeznaczenie czy coś… Miałam o nim nie myśleć! Hm, ale będzie ciężko, skoro będziemy się teraz widywać codziennie…
      Spora część osób szeptała między sobą. Aya spojrzała na Kaori - ku jej najszczerszemu zdziwieniu, blondynka wyglądała na całkowicie skupioną na lekcji.
      Spodziewałam się raczej jakichś ochów i achów, a nie takiego opanowania. Hm, co jej się stało? Czyżby zauroczenie Ichiru też tak nagle minęło?, zastanawiała się. Ech, a co z Zero? Czy on w ogóle wie o tym, że jego brat tu jest? A Ichiru? Czy przybył tu po to, by się zemścić? W końcu jest przekonany, że to Zero zabił Shizukę… Sposępniała. Kolejne zmartwienie do kolekcji. Jakby jej było mało…
      - Nēsan, nad czym tak rozmyślasz? Skup się na lekcji! - szepnęła do niej Kao.
      Aya ze zdziwieniem spojrzała na siostrę. Stwierdziła jednak, że ta ma rację i postanowiła po prostu zająć się nauką. Czym mniej będzie myślała o problemach, tym lepiej.

      - Idziecie? - spytała Kaori podczas przerwy.
      - Nie wiedziałam, że Kiryū-kun ma bliźniaka! - powiedziała zachwycona Mio.
      Kao zdenerwowała się nieco, jako że siostra niejako zostawiła ją z całym „fanklubem” Ichiru. Gdy tylko lekcja się skończyła, Aya wyparowała z sali wraz z Otsune. Kaori poczuła się trochę opuszczona. Było to oczywiście zupełnie głupie, ale nie mogła nic na to poradzić.
      Teraz z kolei coraz więcej osób podchodziło do nowego ucznia. Kao została na swoim miejscu, przyglądając się wszystkiemu z boku. Nie zwróciła uwagi na zakłopotaną Yūki, która stała w kącie, nie bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić.
      - Wy jesteście identyczni, prawda? - spytała któraś z dziewcząt. - Czemu nie zrobicie sobie takich samych fryzur?
      Ech, zachowują się tak, jak przy tych z Nocnego Wydziału… Nie, są jeszcze bardziej podniecone, bo Ichiru jest w ich klasie, a w dodatku uroczo się uśmiecha i z nimi rozmawia… A chłopacy chyba upatrzyli go już sobie na kumpla…
      - A innym by się to podobało? - odezwał się Ichiru. - No to w takim razie może je zetnę.
      - Jesteś pewny? Tak po prostu? - zainteresowała się Nio.
      - Kiryū-kun, różnisz się od swojego brata, bo jesteś bardziej wesoły - oznajmił przewodniczący klasy, Kasumi Kageyama. - Jeśli jest coś, czego nie wiesz, to nie wahaj się mnie spytać!
      - Dzięki! - Ichiru uśmiechnął się promiennie.
      Niech ta przerwa się już skończy, poprosiła w myślach Kao.
      - Hej, Mitsui-san, może przyłączysz się do rozmowy?
      Kaori ocknęła się i zauważyła, że Ichiru odwrócił się i przeszywał ją spojrzeniem, równocześnie uśmiechając się słodko.
      - To wy się znacie? - zapytała ze zdziwieniem któraś z uczennic.
      - Powiedzmy - zaśmiał się chłopak, po czym ponownie zwrócił się do blondynki. - To jak? Przyłączysz się?
      - Nie, dzięki - odparła stanowczo.
      Wtedy do Kiryū podeszła Yūki. Szturchnęła go delikatnie, na co ten spojrzał na nią z lekkim zdziwieniem.
      - Chodź ze mną - rzuciła pani prefekt. Ichiru nie protestował, więc chwilę później oboje wyszli. Kaori poczuła jednocześnie ulgę i złość.

      - Mam dla was niespodziankę! - oznajmił nauczyciel, gdy wszyscy wrócili z przerwy i zajęli swoje miejsca. Zero też się już pojawił, ale Aya nie miała okazji, by choć się do niego odezwać, gdyż ten, jak to często bywało, wszedł do klasy w ostatniej chwili.
      - Jaką, jaką? - dopytywał się któryś z uczniów.
      - Przygotowałem dla was pracę.
      - I to ma być ta niespodzianka?! - wykrzyknął ktoś, nie zwracając uwagi na to, że odezwał się raczej bezczelnie. Na szczęście nauczyciel się nie pogniewał.
      - Hej, jeszcze nie skończyłem - rzekł ze spokojem. - To będzie praca w grupach.
      Wszyscy popatrzyli po sobie. W tej szkole jeszcze nigdy nie pracowali w ten sposób. Zapowiadało się więc całkiem ciekawie. Co prawda byli już w drugiej klasie, ale niektórzy nadal nie najlepiej znali Ayę i Otsune (Kao była wyjątkiem - zaznajamiała się ze wszystkimi błyskawicznie), a do tego teraz doszedł jeszcze Ichiru. Po cichu liczono więc na dodatkową integrację i możliwość zaciśnienia klasowych więzi.
      - Super! - rozległy się krzyki.
      - Proszę pana! Możemy się sami dobrać?!
      Uczniowie patrzyli to na siebie, to na profesora i potakująco kiwali głowami.
      - Nie. Tak dobrze to nie ma! - zaśmiał się nauczyciel. - Przygotowałem tu karteczki z numerami grup. Każde z was wylosuje jedną, po czym znajdzie swoją grupę.
      - Hm, może być interesująco…
      - Iluosobowe to będą grupy? - zaciekawił się ktoś.
      - Cztero - odparł nauczyciel. Wymieszał jeszcze karteczki i zaczął przechadzać się po sali, by każdy wyciągnął los.
      - Jaki masz numerek? - spytała Kaori.
      Aya zerknęła na świstek papieru.
      - Pięć - odparła.
      - Och, czyli nie jesteśmy razem. Ja mam trójkę.
      - A ty, Otsune? - zwróciła się do przyjaciółki Aya.
      - Ja również mam trójkę - powiedziała, pokazując swój świstek.
      - O, to jesteśmy w tej samej grupie, Umari-san! - rzekła Kao.
      - Na to wygląda.
      Otsune spojrzała na Ayę i posłała jej smutny uśmiech. Oczywiście nie miała nic przeciwko Kaori, ale żałowała, że nie będzie miała okazji popracować razem z najbliższą koleżanką. Z drugiej strony, chcąc nie chcąc pozna lepiej trzy inne osoby. Może nawet dobrze jej to zrobi?
       - Kiryū-kun! - zawołały naraz Mio i Nio w stronę Ichiru. - Którą masz grupę?
      - Piątkę - odparł z oszałamiającym uśmiechem.
      - Jeeeej! Ja też! - pisnęła z zachwytem Mio.
      Aya załamała się lekko. Jeny, większego pecha mieć nie mogłam…
      - Kiryū-kun, Amori-san, ja też mam piątkę! - oświadczył przewodniczący klasy.
      Yūki odwróciła się do góry, by zerknąć na przyjaciela.
      - Hej, Zero! Co masz? - spytała.
      - Trójkę - odpowiedział znudzonym głosem. Zdecydowanie nie wydawał się zainteresowany czekającą go pracą w grupach. Uważał to za kłopotliwe.
      Siostry Mitsui spojrzały na siebie szybko.
      - Zamień się! - rzekły w tym samym momencie.
      - Ach, jeszcze jedno! Żadnego wymieniania się. - Nauczyciel poinstruował niby całą klasę, ale wymawiając te słowa, patrzył na Ayę i Kaori.
      Dziewczyny ponownie na siebie spojrzały i westchnęły ciężko.

      - Ma tak być i już! - zdenerwowała się Kao.
      - Ale to nielogiczne, dziewczyno! - zaprotestował Zero.
      - Jeny, dla ciebie wszystko jest nielogiczne! - wrzasnęła wręcz Kaori, czerwona na twarzy. Do jasnej ciasnej, ten człowiek działał na nią jak płachta na byka. Najbardziej denerwowało ją to, że był taki cholernie inteligentny. Gdyby był idiotą, mogłaby łatwo go zgasić, a tak? Oboje mieli swoją rację odnośnie tego, co zrobić z projektem, ona też bowiem do głupich przecież nie należała.
      Otsune i Nadeshiko Shindō spojrzały na siebie.
      - Kłócą się tak od samego początku… - szepnęła Umari.
      - Nigdy tego nie zrobimy… - powiedziała Shindō. Obie z Otsune powoli traciły cierpliwość.
      - Skoro tak, to może sam coś sobie wymyśl, co?! - krzyknęła Kaori.
      - Przecież już mówiłem, co mam na myśli - wycedził Kiryū. - Ale oczywiście musisz się wtrącić, jak zwykle.
      - Ja się wtrącam?! To ty wkładasz nos w nieswoje sprawy!
      - Ach tak?
      - Owszem! A poza tym…
      - Ehm - odezwała się Otsune - czy praca w grupie to nie przypadkiem współpracowanie ze sobą?
      - No właśnie… Powinniśmy zacząć współpracować, a wy się tylko ze sobą kłócicie - poparła ją Nadeshiko.
      - Bo to matoł! - odparła Kaori.
      Prefekt spojrzał na nią z politowaniem.
      - Co się tak gapisz, ty… - zaczęła znów Kao, ale przerwały jej koleżanki.
      - SPOKÓJ! - wrzasnęły.
      Kao i Zero spojrzeli na nie ze zdziwieniem.
      - Zachowujecie się jak dzieci, ot co! - zawołała Umari.
      - Właśnie… A może by tak połączyć oba wasze pomysły? Mogłoby z tego wyjść coś naprawdę interesującego - zauważyła Shindō.
      Zmęczeni ciągłymi kłótniami i faktem, że tylko tracą czas, wszyscy zgodzili się na ten pomysł. Przez cały jednak czas Kaori i Zero całkowicie się ignorowali.

      - Och, Kiryū-kun to wprost wspaniały pomysł! - zachwyciła się Mio.
      - Tak, tak, racja! - potwierdził przewodniczący klasy.
      Ichiru uśmiechnął się.
      - Cieszę się, że się wam podoba - rzekł.
      Aya traciła cierpliwość. Gdy tylko zebrali się w pokoju Mio, tamtych troje usiadło w jednym miejscu i nawijało bez sensu. Aya z kolei siedziała przy biurku, patrząc ze złością na resztę.
      Zaraz mnie coś trafi…
      Odetchnęła głęboko, by choć odrobinę się uspokoić.
      Kompletnie im odbiło…
      - Och, jakie to smutne! Choć jesteście bliźniakami, tak wiele czasu spędziliście osobno! - powiedziała Mio, wysłuchawszy kolejnej historii Ichiru. - Pewnie macie sobie dużo do opowiedzenia, prawda?
      - O tak, nawet nie wiesz jak bardzo.
      Oczy Ichiru zabłysły. Aya zesztywniała. Czy on naprawdę chciał się zemścić? Do licha… Zero miał już przecież wystarczająco dużo problemów na głowie.
      - Teraz pewnie będziecie nadrabiać ten stracony czas, co? - zapytał Kasumi Kageyama.
      - Tak sądzę - odparł Kiryū.
      - A powiedz nam jeszcze… - zaczęła Mio.
      Aya nie wytrzymała.
      - Przepraszam, że przeszkadzam w tej jakże interesującej rozmowie, ale czy moglibyśmy się wreszcie wziąć do pracy?! - zapytała przez zaciśnięte zęby. Nie miała zamiaru marnować tu całego dnia.
      - Ale…
      - Nie, nie, MITSUI-san ma rację - przerwał Ichiru, specjalnie akcentując przybrane nazwisko dziewczyny. - Trzeba się wreszcie wziąć do roboty, prawda? - Spojrzał na brunetkę z fałszywym uśmiechem przyklejonym do ust.

      Trwało to niesamowicie długo, ale wreszcie udało im się skończyć. Za oknem było już ciemno.
      - Dobra, to ja lecę - rzuciła Aya, zbierając się do wyjścia.
      - Ech, na mnie też już pora - powiedział Ichiru.
      - Kiryū-kun, zostań jeszcze chwilę! - poprosiła Mio. - Normalnie nie można się odwiedzać w akademikach, a dzisiaj wreszcie się to udało!
      - Wybacz, Amori-san, ale naprawdę muszę zmykać. Powinienem choć przez chwilę porozmawiać z bratem.
      - Ach tak, tak!
      - Ja jeszcze przez chwilę zostanę, co? - zaproponował przewodniczący.
      - Okej - odparła Mio bez większego zainteresowania.
      Aya wyszła na korytarz i podeszła do drzwi obok. Położyła dłoń na klamce.
      - Nie waż się kiedykolwiek rozmawiać z Kao - wycedziła, nawet się nie odwracając. Ichiru prychnął tylko i się oddalił.
      Aya weszła do swojego pokoju. Okazało się, że Kaori jeszcze nie wróciła. Aya westchnęła głośno i padła na plecy na łóżko. Była wykończona. Nie lubiła działać w grupie. To znaczy… byłoby całkiem miło, gdyby miała współpracować z Kao, Otsune czy Zero, ale tak? Nic, tylko chaos. I jeszcze to ciągłe zachwycanie się Ichiru… Na łeb wszyscy upadli czy co? Zgoda, może i był przystojny, ale czy nikt nie widział, że zdecydowana większość uśmiechów tego chłopaka była zwyczajnie udawana? Naiwne dzieciaki nieznające świata… Ale dla nich to lepiej. Czasami Aya naprawdę żałowała, że nie jest jedną z tych niewtajemniczonych, niewinnych dziewczątek…

      Ups, to on, zdążyła pomyśleć Kaori, zanim Ichiru ją zauważył. Spotkali się na korytarzu jej akademika.
      - O, Mitsui-san! - zagadnął wesoło. - Skończyliście już?
      - Taak. Nareszcie! - odparła z pewną ulgą w głosie.
      - Było aż tak źle?
      - Żebyś wiedział.
      - Hej, humorek ci nie dopisuje? - zapytał.
      Znów przykleja ten uśmieszek. Wkurza mnie to…
      - Dobra, skoro nie masz ochoty na rozmowę, to nie będę się narzucał - rzekł, po czym ruszył w swoją stronę, ku wyjściu z budynku.
      - Czekaj - powiedziała Kaori, nie przemyślawszy tego wcześniej.
      Chłopak spojrzał na nią ze zdziwieniem. Szybko jednak się opanował i znów uśmiechnął słodko.
      - Tak?
      Kao zastanawiała się przez chwilę. Zapytać prosto z mostu czy owijać w bawełnę?
      - Dlaczego tak nagle się tu pojawiłeś? - spytała w końcu. - I… dlaczego wcześniej tu byłeś?
      Kiryū przestał się uśmiechać.
      - Mam tu coś ważnego do zrobienia - rzekł. Najwyraźniej nie miał ochoty na zwierzenia. - A co?
      - Nic. Jakoś mi się wydaje, że to „coś ważnego” to nie jakieś nadrabianie czasu z twoim bratem czy coś w tym rodzaju, mimo że większość osób tak właśnie myśli - odparła szczerze.
      - Ach tak? A masz może jakąś teorię na temat tego, co tu robię? - zapytał, przeszywając ją czujnym spojrzeniem.
      - Niee… Ale z tego, co słyszałam, twój brat raczej niezbyt pochlebnie się o tobie wypowiada.
      Ichiru spoważniał.
      - Jasne, super. Więc lepiej biegnij sobie do mojego kochanego braciszka, skoro jest taki wspaniały - warknął ze złością.
      Zdumiała ją jego reakcja. Nie spodziewała się tak gwałtownej zmiany nastroju. Och, Zero musiał mu w czymś naprawdę podpaść…
      - Że co? Nie wygłupiaj się. Szczerze nie cierpię twojego brata - oznajmiła.
      Ichiru uniósł do góry brwi i z zaciekawieniem spojrzał na piętnastolatkę.
      - Jesteś całkowicie inna od swojej siostry - szepnął. - No, właściwie czemu miałoby być inaczej… - dodał jakby do siebie.
      - Co masz na myśli? - zdziwiła się Kao. Ta rozmowa była zdecydowanie dziwna. Czuła się nieswojo, ale jednocześnie nie potrafiła ot tak sobie odejść. Ichiru nadal przyciągał ją do siebie jak magnes, choć nie rozumiała dlaczego.
      - Ech, nieważne. Jeśli jednak zechcesz posłuchać mojej rady… - zaczął, ale urwał na sekundę lub dwie. - Uważaj na mojego brata. I jeśli zależy ci na siostrze… To na nią też trochę uważaj.
      - Co? Dlaczego miałabym…?
      Nie skończyła, bo chłopak już nie słuchał i szedł wolno w stronę wyjścia z dormitorium dziewcząt. Kaori stała przez chwilę nieruchomo. W końcu się jednak otrząsnęła i migiem pobiegła za kolegą, który był już na dworze.
      - Kiryū-kun! - zawołała za nim.
      Ichiru zatrzymał się i odwrócił.
      - O co chodzi? - zapytał znudzonym tonem. W tym momencie bardzo przypominał Zero.
      - Co miałeś na myśli, mówiąc, żebym uważała na twojego brata? I… dlaczego mam uważać na Ayę? - wysapała. Nie tyle zmęczyła się biegiem - w końcu miała do przejścia ledwie kilka metrów - co z jakiegoś powodu była bardzo zestresowana. Nie bardzo rozumiała, co się wokół działo. Atmosfera zdawała się wręcz mistyczna, jakkolwiek głupio by to nie brzmiało. Nic nie mogła jednak poradzić na to, że tak się czuła.
      - Niesamowite, więc ty naprawdę nic nie wiesz! - Chłopak zaśmiał się, lecz w śmiechu tym Kaori nie dopatrzyła się wesołości.
      Spojrzała na niego. Na jej twarzy malował się upór, co Ichiru natychmiast zauważył.
      - Naprawdę chcesz wiedzieć? - zapytał powoli. - Naprawdę chcesz, bym zburzył twoje poczucie bezpieczeństwa? Twój mały, przyjazny świat? Twoją wiarę w starszą siostrę?
      Co… O co mu chodzi?
      Milczała, ale spojrzała chłopakowi prosto w oczy. Jej wzrok wyrażał determinację.
      - Rozumiem. - Półgębkiem uśmiechnął się pod nosem. - Tylko żeby potem nie było na mnie… Chociaż… - Zastanowił się przez chwilę. - To nie ma znaczenia, i tak to ja jestem „tym złym”, więc co mi tam…
      Kaori patrzyła na niego z uwagą.
      - Tak więc, moja droga… Powinnaś uważać na Zero, bo… - Celowo zrobił pauzę.
      - Nie przedłużaj już! - poprosiła Kao, czując, że jest napięta do granic możliwości.
      - Bo to wampir.
      Kao otworzyła szeroko niebieskie jak niebo oczy. Wampir? Co to za żarty?
      - Ale… wampiry nie istnieją - szepnęła.
      - Tak, tak, oczywiście… To tylko taka bajeczka, żeby było ciekawie - prychnął.
      - Więc?
      - Więc co?
      - Powiedz mi wreszcie prawdę! - zdenerwowała się. Traciła cierpliwość.
      - Już to powiedziałem. Zero to wampir. I cała Nocna Klasa również. Jeśli nie wierzysz, zapytaj siostry - rzekł, a na jego twarzy znów pojawił się pogardliwy uśmieszek. - W takim razie… Słodkich snów, Mitsui-san.
      Odszedł. Kaori z kolei stała wciąż w tym samym miejscu, nie mogąc zmusić ciała do jakiegokolwiek ruchu. W jej głowie pojawiły się najrozmaitsze myśli, wszystkie pogmatwane i niedające się do końca uchwycić.
      To… niemożliwe, prawda? Wampiry nie istnieją, powtarzała sobie.
      Po jakimś czasie wreszcie zmusiła się do tego, by wrócić do akademika. W środku przyspieszyła i po kilku sekundach wparowała do pokoju. Aya już spała, a księżyc oświetlał bliznę na jej policzku.
      Nēsan… Co się tu właściwie dzieje, co?!
***
      Aya poderwała się gwałtownie. Intensywny zapach krwi zbudził ją nagle w środku nocy z poniedziałku na wtorek. Nie zdziwiłaby się szczególnie, gdyby woń należała do Yūki, ale to nie to… Co to mogło być? W tym zapachu było coś dziwnego, charakterystycznego, niepokojącego…
      Czy to jest… Zero i… Czysta krew?! KURAN?!, przeraziła się. Tak, na pewno! To dziwne uczucie, ta dziwna woń… Krew czystokrwistego! Co się dzieje?! Co jeśli się tam pozabijają?!
      Postanowiła spróbować wytężyć słuch, by dowiedzieć się, czy obaj żyją. Niczego nie mogła bowiem wykluczyć. Przecież Zero i Kaname szczerze się nienawidzili.
      - Nie zapominaj, kto ci dał tę krew, Zero… - usłyszała głos Kaname. - Masz powód, by nienawidzić wampirów jak nikt inny, ale też potrzebujesz krwi jak nikt inny. Myślę, że przypominasz wampira bardziej niż jakikolwiek inny wampir.
      Wycofała się szybko. Odrobinę się uspokoiła, gdy okazało się, że żadnemu nie stała się większa krzywda. No, po Kaname by nie płakała, ale gdyby coś się stało Zero…
      Ale… Jak to w ogóle możliwe? Kuran… pozwolił Zero wypić swoją krew? Jaki on ma w tym cel…?!



Kolejny rozdział ->




***
      Witajcie po kolejnej zdecydowanie zbyt długiej przerwie!
      Poprzednio pisałam z Japonii. Jejku, smutno mi na samą myśl. Poleciałabym tam znowu. *wdycha cichutko*
      Ostatnio czytałam sobie VK i tak jakoś wyszło, że mnie naszło na pisanie. Szkoda, że nie na VN, ale hej, jest nadzieja, że kiedyś wreszcie coś nowego dodamy, bo w sumie mamy trochę materiału, ale trzeba go ogarnąć i zorientować się, czy czegoś nie trzeba jeszcze wtrącić pomiędzy te fragmenty, które już są. Trzymajcie kciuki (o ile ktoś tu jeszcze w ogóle zagląda)!
      Dedykacja dla Tasary i Oleeny za skomentowanie poprzedniego rozdziału. :*
      Buziaki!