środa, 17 maja 2017

Dodatek specjalny! Vampire Knight v. 2.0: rozdział XIX - „Ups”

      Właściwie to był jego pomysł, żeby zajrzeć do archiwów Związku. Dyrektor po prostu wyraził zgodę i oznajmiwszy, że samych ich nie puści, zabrał ich ze sobą.
      Kiedy wczorajszego popołudnia Zero poszedł pogonić Yūki podczas jej kąpieli, wydarzyło się coś dziwnego. Krzyknęła - na szczęście nie na tyle głośno, by ktoś poza nim ją usłyszał - i poprosiła, by nie odchodził sprzed drzwi. Bała się. Wyznała, że za każdym razem, gdy chce sobie przypomnieć coś ze swojej osnutej mgłą niepamięci przeszłości, dopadają ją straszne, krwawe wizje.
      Nieraz zastanawiał się, jakim cudem pięcioletnie dziecko mogło zostać porzucone na środku śnieżnego pustkowia, po którym kręcił się tylko wampir Poziomu E. Zero powiedział nawet Yūki, że czasem przechodziło mu przez myśl, że jej rodzice mogli być Łowcami albo mieć z nimi jakiś związek, ale kiedy napomknął kiedyś o tym dyrektorowi, ten poinformował go, że nigdy nie było takiej sprawy. Zero miał jednak świadomość, że Kaien ani nie jest wszechwiedzący, ani szczególnie otwarty, jeśli chodziło o tego typu rzeczy. Miał wiele sekretów.
      Kiedy więc Zero mruknął coś na temat archiwów i raportów sprzed lat, Yūki uznała, że to może być jej szansa na to, by coś sobie przypomnieć. W rezultacie i dyrektor, i prefekci wyruszyli do Mumei, by stamtąd pociągiem dostać się do odległego o kilkadziesiąt kilometrów miasta, w którym znajdowała się obecna główna siedziba Związku Łowców. Tradycja głosiła, że centrala powinna znajdować się w tym łowieckim punkcie, który istniał najbliżej miejsca zamieszkania prezesa, ale ostateczna decyzja zawsze należała właśnie do niego.
      W Mumei też istniała jedna z siedzib, ale obecnie ziała pustkami. Aktywni Łowcy słyszeli już jednak plotki, że z powodu uruchomienia nieopodal Nocnej Klasy - a co za tym idzie, okolicą zainteresowały się wampiry - są plany ponownego obsadzenia tego punktu. Z jednej strony byłoby to Zero na rękę - miałby miejsce pracy tuż pod nosem - z drugiej… Cóż, gdyby do Mumei zleciało się więcej Łowców, na pewno nie tylko dyrektor i mistrz Yagari patrzyliby mu stale na ręce, a to byłoby co najmniej kłopotliwe.
      - Jesteście tego pewni? - zapytał Kaien, kiedy wysiedli na odpowiednim dworcu. Wyglądał na nieco zaniepokojonego, ale udawał swobodę. - Szczerze mówiąc, to nie jest miejsce, które bym polecał. Wiecie, jeszcze jest czas na odwrót.
      - Zero - szepnęła do niego Yūki - dyrektor mówi takie rzeczy… Czy ja naprawdę mogę tam pójść?
      - Jestem pewny, że możesz - odparł, nie ściszając głosu. - Jesteś wtajemniczona i masz głęboki związek ze sprawą, której chcesz się przyjrzeć, więc nie złamiemy regulaminu.
      - Bardziej martwię się o ciebie, Zero - przyznał Kaien. - Wiem, że kiedyś mogłeś tam wchodzić i wychodzić, jak tylko ci się podobało, ale sytuacja trochę się zmieniła i jest, jak by to powiedzieć, delikatna. - Szedł za „swoimi” dziećmi przez miasteczko. Zero prowadził. - Jesteś Łowcą, owszem, ale i wampirem. Dlatego Związek może zacząć się czepiać i nie chcieć cię wpuścić.
      Zero prychnął tylko, ale Yūki porządnie się zbulwersowała.
      - Co to niby ma być?! W takim razie tylko go wykorzystują! Zlecają mu przecież zadania…
      - Nie krytykuj tak Związku - poprosił Zero. Nie mógł powiedzieć, by dziwił się prezesowi czy kto tam był odpowiedzialny za jego rozkazy. Sam podchodziłby do kogoś takiego jak on z dystansem i sceptycyzmem.
      Stanęli przed potężnym kamiennym budynkiem. Minęły lata, odkąd tu był. To wtedy zrobiono mu magiczny tatuaż w miejscu, w którym ugryzła go Shizuka i dano mu kolczyki pełniące rolę amuletów. Nie był pewien, czy jakkolwiek działały, ale na pewno nie szkodziły, a to już coś.
      Weszli powoli. Trudno było stwierdzić, kto bardziej się spinał: dyrektor czy Yūki. Naturalnie oczy wszystkich, którzy tylko znajdowali się w pobliżu, przeszywały ich na wskroś.
      - Nie przejmuj się - powiedział Zero do Yūki. - To nie reakcja na twoją obecność.
      - Nie zwracaj na to większej uwagi - dodał Kaien. - To po prostu taki typ miejsca, zawsze przesiąknięty dziwną atmosferą i podejrzliwością.
      Bywały podobno czasy, kiedy Związek wyglądał zgoła inaczej. Ludzie byli bardziej zjednoczeni i zaprzyjaźnieni, tworzyły się między nimi głębokie więzi, choć każdy miał świadomość, że wielu z nich nie dożyje starości. Jednak klimat zawsze zmieniał się wraz z władzami. Obecny prezes Związku był dość tajemniczym i nieprzyjemnym człowiekiem, dlatego nastroje jego i jego najbliższych współpracowników udzielały się reszcie. Propaganda też zresztą robiła swoje.
      - Hm… - mruknął mężczyzna opierający się o ścianę, kiedy obok niego przechodzili. - Przy wejściu do tego budynku znajduje się zabezpieczenie odstraszające wampiry, ale skoro udało ci się przejść, to znaczy, że jesteś udomowiony - rzekł niemal chichocząc, uśmiechając się lekceważąco.
      - Hej, proszę pana! - krzyknęła rozeźlona Yūki. - Czy takiemu dorosłemu facetowi sprawia przyjemność wyżywanie się na młodszych?!
      - Ale z ciebie  w gorącej wodzie kąpany dzieciak - stwierdził mężczyzna. - Mam złe przeczucia.
      „Dzieciak”? Zero uśmiechnął się pod nosem.
      - Hej, z czego się śmiejesz?! - marudziła Yūki. - Jeny… Tu jest gorzej niż w Nocnej Klasie…
      - Ehm - odchrząknął dyrektor. - Przestańcie z łaski swojej. Jeśli zaraz… - zaczął, ale ktoś mu przerwał.
      - Wystarczy już tego dobrego - odezwał się dziwnie wyglądający i ubrany mężczyzna. Zero ze skrywaną niechęcią spojrzał na obecnego prezesa Związku. Nigdy go nie lubił, a poznał go już jako dziecko. Był pełen obłudy i pod tym względem niepokojąco mocno przypominał wampira. - Zero jest naszym szanowanym sojusznikiem - powiedział. - Urodził się w rodzinie Kiryū, a to przecież jeden z najbardziej poważanych rodów w naszych szeregach. Teraz posiada jeszcze wampirze moce… Dzięki temu stał się jeszcze bardziej godnym zaufania sojusznikiem.
      Jasne.
      - Wybacz, prezesie - mruknął facet, na którego nawrzeszczała Yūki, kłaniając się szefowi. - Ja tylko… Cóż, mimo wszystko jest wampirem…
      - Ale z ciebie uparciuch! - Prezes wachlarzem zdzielił podwładnego w czubek głowy.
      - Auć - mruknął ten, masując sobie uderzone miejsce. - Proszę wybaczyć - mruknął, po czym wreszcie zaczął się oddalać.
      - Więc? - spytał prezes, zwracając się do trojga przybyłych. - Co was tu sprowadza?
     
      Aya oddychała nienaturalnie szybko, a jej serce waliło jak oszalałe. Cała się trzęsła, a nogi miała jak z waty. Po ledwie kilku sekundach, nie mogąc już utrzymać pozycji stojącej, upadła na kolana.
      Szatyn spojrzał na nią ze złością i aż nazbyt widocznym rozczarowaniem.
      - Ups - powiedział ze znudzeniem, opuszczając wreszcie pistolet.
      Aya podniosła na niego rozogniony wściekłością i strachem wzrok.
      - Ups? Ups?! Myślałam, że dostanę zawału! Co pan sobie wyobraża?!
      - Ech, spokojnie, to był tylko ślepak - oznajmił, gdy już się upewnił, że broń na nią nie zadziałała.
      - To niczego nie tłumaczy! - zezłościła się dodatkowo. On… On miał zamiar ją zwyczajnie zabić. Celował w jej serce. Może nie byłaby tego pewna, gdyby nie fakt, że gdy wystrzelił, w miejscu celu rozbłysło jakieś dziwne, magiczne światło układające się w łowiecki wzór. Całe szczęście, że jeszcze nie reagowała na te wynalazki… Gdyby było inaczej…
      Nie mogła się w pełni uspokoić, zdecydowanie była w szoku. Zupełnie nie spodziewała się takiego obrotu wydarzeń. Ten facet i jego kumpel po prostu wparowali sobie na teren Akademii jak gdyby nigdy nic, zmusili ją i Kaori do przesłuchania, a potem… Chociaż tyle, że chyba nie musiała martwić się o Kao. Nawet gdyby i tamten rudy oszalał i próbował ją postrzelić, w jej przypadku pewnością było, że nic się nie stanie. Z drugiej strony, musiałaby być przerażona…
      - AYA?!
      No tak, Kaori musiała przecież usłyszeć huk, wszak nie odeszła jakoś szczególnie daleko.
      Aya odwróciła się lekko i ujrzała siostrę, która biegła w jej stronę. Za nią posuwał się rudy. Żadna z dziewcząt nadal nie wiedziała, jak tych dwóch się nazywało.
      Jakoś wstała, ale trudno było jej utrzymać się na nogach. Postanowiła jednak nie martwić dodatkowo młodszej siostry, wystarczająco już zdenerwowanej.
      Kaori wreszcie dobiegła do Ayi. Dyszała, ale od razu wzięła się do sprawdzania, czy z siostrą wszystko w porządku.
      - Nic mi nie jest, Kao-chan. - Aya wysiliła się na coś, co przy dużej dozie optymizmu można by uznać za uśmiech.
      Kaori zwróciła się do szatyna.
      - JAJA SOBIE ROBISZ, BAŁWANIE?! - Była czerwona ze złości. Serce wciąż waliło jej ze strachu, nie mogła zapanować nad emocjami. Tak strasznie, strasznie się bała, że Aya została postrzelona albo nawet zamordowana! Nie liczyło się to, że policjanci nie mogli mieć powodu, by to zrobić. Nawet się nad tym nie zastanawiała. Cały jej umysł krzyczał tylko ze strachu i rozpaczy. - NATYCHMIAST MACIE SIĘ STĄD WYNIEŚĆ! ALE JUŻ! BO JAK NIE, TO UŻYJEMY SIŁY! - wrzeszczała.
      - Siły? Jasne… - prychnął ten z bródką.
      - Przestań, Eiji. Dajmy już spokój - powiedział zmęczonym głosem rudy. - Chodźmy, nic tu po nas.
      Chwilę później obaj zniknęli wreszcie za bramą. Wrota zostały zamknięte.
      - I żebym was tu już więcej nie widziała! - krzyknęła za nimi Kao, gniewnie wymachując w ich stronę pięścią.
      Podeszła znów do Ayi, która stała nieruchomo, bo bała się, że jeśli się poruszy, znowu upadnie.
      - Nic ci się nie stało? - spytała z niepokojem, łapiąc ją za rękę. Była lodowata.
      - Nie… - Aya z trudem wykrztusiła z siebie to słowo. Wzięła głębszy oddech, próbują choć trochę się uspokoić, po czym dodała: - Tylko się przestraszyłam. Przyznaję, że jestem roztrzęsiona, ale wszystko jest w porządku.
      - Całe szczęście! Tak bardzo się bałam! - wyznała Kao, przytulając siostrę aż nazbyt mocno. - Nie zniosłabym, gdyby coś ci się stało. Nie chcę stracić już nikogo więcej, nigdy…

     „Chodź ze mną, Zero. Poszukajmy w niesklasyfikowanych aktach”, powiedział prezes ledwie przed minutą czy dwiema, zostawiając dyrektora i Yūki w głównej bibliotece z dokumentacją. Zero nie bardzo wiedział, dlaczego szef kazał mu pójść za sobą. Ani dlaczego w ogóle im pomagał. Niemniej nie mógł się sprzeciwić. To znaczy: mógł, ale nie zostałoby to miło przyjęte przez nikogo, kto by się o tym dowiedział. Prezes Związku - czy też Stworzyszenia jak również go nazywano - był dla Łowców trochę jak czystokrwiści dla reszty wampirów. Stał wysoko nad resztą i sprzeciwianie mu się w jakikolwiek sposób było, łagodnie mówiąc, wysoce niewskazane. Choć i z tym bywało różnie, jeśli wierzyć mistrzowi Yagariemu. Zero usłyszał od niego, że bywali szefowie, którzy nie wywyższali się nad resztą pobratymców i traktowali ich jak przyjaciół.
      Prezes zaprowdził Zero do średniej wielkości sali przylegającej do biblioteki. Kiryū znieruchomiał już na wejściu, ale szef nie zwrócił na to uwagi.
      - Raporty tu zgromadzone zostały tak bardzo zniszczone, że nie da się przeczytać nawet ich połowy - powiedział niby to ze smutkiem, ale Zero bezbłędnie wyczuł w jego głosie fałsz. - Nasiąknęły krwią naszych braci…
      Czuł ją aż za dobrze, choć po raz pierwszy dotarła do niego woń tak dawno przelanej krwi. Bezwiednie uniósł rękę do twarzy.
      - Wszystko, co się tu znajduje, zostało przysłane z miejsc śmierci - kontynuował prezes. Dopiero wówczas odwrócił się w kierunku Zero. Połowę twarzy zakrył wachlarzem. - Jak się można było spodziewać, reagujesz bardzo nerwowo.
      Mimo że zapach był w jakiś sposób zatęchły, i tak opanował go głód. Zero skrzywił się i oparł o ścianę, czując, jak słabnie.
      - Rozumiem - ciągnął niczule prezes. - Jesteś spragniony, ale równocześnie nie wiesz, kiedy głód opanuje cię na tyle, że przestaniesz być w stanie wykonywać swoje obowiązki. - Bez krzty współczucia w oczach patrzył, jak Zero przykłada dłoń do szyi, mierząc się z ogniem trawiącym jego gardło. - Wygląda na to, że bliźniaki urodzone w łowieckiej rodzinie rzeczywiście są przeklęte. Nie mogę dłużej wątpić w legendy.
      Zero zacisnął zęby. Nie chciał teraz słuchać o tym, jak to jeszcze w łonie matki odebrał Ichiru jego część dziedzictwa. Choć to nie była jego wina, i tak od zawsze czuł się z tego powodu źle. Na początku nie wiedział nic o legendzie dotyczącej przeklętych bliźniąt, po prostu obwiniał się, że on i jego brat zostali nierówno obdarowani siłą, ale potem…
      - Zero, jesteś znajomym Kaname Kurana, prawda? - zapytał prezes. - Wiesz… Gdyby udało ci się zdobyć trochę jego krwi, mogłoby to przedłużyć ci nieco życie - stwierdził, pochylając się nad nim. Dopiero w tym momencie Zero zauważył, że chwilę wcześniej jego nogi nie wytrzymały i ugięły się pod nim, przez co niemal już siedział na podłodze. Mimo swego stanu, spojrzał na prezesa z cieniem złości w oczach. Zaraz mu jednak przeszło. Nie zamierzał dać się sprowokować.
      - Nie zamierzam wydłużać sobie życia - poinformował oschle.
      - Cóż, właściwie nikt nigdy tego nie próbował, ale jestem pewien… - Prezes przerwał w środku zdania, po czym dodał: - Widzisz, nie miałbym nic przeciwko, gdybyś mógł popracować dla mnie nieco dłużej. Ktoś z twoimi zdolnościami…
      Nie dokończył, bo z biblioteki dobiegł wrzask Yūki. Zero natychmiast oprzytomniał, ból jakby zelżał. Podniósł się chwiejnie, po czym, gromadząc siły pozostałe mu w ciele, pędem pobiegł do przyjaciółki.

      - Powiemy o tym dyrektorowi? - spytała Kaori jakiś czas później. Po tym jak udało im się przepędzić intruzów, roztrzęsione wróciły do swojego pokoju. Nie miały sił na rozmowę, milczały aż do teraz.
      - Chyba tak. Powinien wiedzieć o takich rzeczach - powiedziała Aya. Wciąż nie do końca się uspokoiła. Czego by nie robiła, oczyma wyobraźni widziała zupełnie inny przebieg wydarzeń. Gdyby w tamtej chwili zginęła, co poczęłaby Kaori? Zostałaby na świecie samiuteńka.
      - Tak, ale co, jeśli będzie na nas zły?
      - Za co? - Aya zdziwiła się. Nie spodziewała się od siostry takiego pytania. Spojrzała na nią uważnie.
      - No… Że ich wpuściłyśmy.
      - Nie wpuściłyśmy ich, sami weszli - sprostowała Aya. - Ale jak oni to zrobili, skoro brama była zamknięta?
      - Nie wiem - przyznała Kao, przegryzając wargę. - Hej, myślisz, że to naprawdę byli policjanci?
      - A ty?
      - Uważam, że kłamali.
      - Też tak sądzę. Ale skoro tak, to kim mogli być?
      - Kryminalistami, oczywiście! - wykrzyknęła Kao. - Albo umysłowo chorymi… - Zamyśliła się na moment. Potem westchnęła i wyjrzała przez okno. - Hej, wracają!
      - Co?! - Aya przeraziła się porządnie. Jej serce znów przyspieszyło. - Ci kretyni?!
      - Nie. I tak.
      - Słucham?
      - No wiesz, zależy o kim mowa.
      - Co? - zdziwiła się Aya. Przestała rozumieć, o czym mówiła Kaori.
      - Ech, dyrektor i prefekci właśnie wracają - zniecierpliwiła się Kao. Za kretyna uważała oczywiście Zero.
      - Aha… - Aya westchnęła z ulgą. Wspólnie ustaliła z siostrą, że dadzą przybyłym czas na dojście do porządku, a potem złożą dyrektorowi wizytę, by powiedzieć mu, co wydarzyło się podczas jego nieobecności.

      Jak zdecydowały, tak uczyniły. Wieczorem udały się do domku dyrektora i z napięciem w głosach opowiedziały mu, co się stało.
      - I co pan o tym sądzi, dyrektorze? - spytała na koniec Kaori.
      - Sam nie wiem, będę musiał trochę o tym pomyśleć - przyznał. Dziewczęta zauważyły, że mimo iż starał się być spokojny, ta sprawa porządnie go zmartwiła. - Jednakże… Do czasu, aż wróci reszta uczniów, proszę, byście się tu przeniosły. To samo dotyczy was, prefekci - zwrócił się do Yūki i Zero, którzy stali z tyłu i z niepokojem przysłuchiwali się rozmowie. - Chcę mieć was na oku, a w razie gdybym musiał coś załatawić, Zero będzie nad wami czuwał.
      Kiryū uniósł brew, ale nic nie powiedział. Może zrobiłby inaczej, gdyby w pomieszczeniu nie było Kao. W duchu stwierdził jednak, że dyrektor wpadł na kolejny dziwny pomysł. Czy on przypadkiem momentami nie zapominał, że, jak by nie patrzeć, to właśnie on, Zero, jest tu niebezpieczny?
      Aya odwróciła się do niego i posłała mu uspokajające spojrzenie. Gdyby stracił panowanie nad sobą, powstrzyma go. Oboje wiedzieli bowiem, że na Yūki w tej kwestii raczej nie można było liczyć.
      Ostatecznie więc wszyscy czworo z mniejszą lub większą niechęcią zgodzili się przenieść na tych kilka dni do dyrektora.

      - Dziwne to wszystko - poskarżyła się Kaori. Miała mętlik w głowie. Czy jej się wydawało, czy od czasu przybycia do Akademii życie jej i Ayi wywróciło się do góry nogami? Szaleństwo. Po prostu szaleństwo.
      - Fakt. Ale co zrobić…
      Obie przeniosły się już do jednego z pokojów gościnnych Kaiena Kurosu. Prefekci też się już „przeprowadzili”.
      - A tak zmieniając temat… Spore to mieszkanko, prawda? Co najmniej trzy pokoje gościnne…
      - Uhm.
      - Ech, chyba się na chwilę położę. Zmęczona jestem…
      Ziewnęła przeciągle, położyła się i niemal natychmiast zasnęła. Miała do tego prawo, w końcu tyle się wydarzyło… Aya nawet nie zamierzała zrugać jej za to, że się najpierw nie wykąpała, nie wspominając już o przebraniu się w piżamę.
      Westchnęła.                Ani chwili spokoju… Niemal bez przerwy coś się działo. Miała wrażenie, że prawie już nie pamięta życia sprzed przybycia do szkoły Kaiena Kurosu. Czuła się, jakbym spędziła w Akademii całe życie, a minęły ledwie trzy miesiące! Tyle się już wydarzyło… Tak wiele zmian… Coraz więcej tajemnic… Momentami nie potrafiła się już w tym połapać.
      Ktoś zapukał lekko do drzwi. Aya wstała i wyszła na korytarz, by nie obudzić siostry.
      - Domyślają się? - spytał bez wstępów Zero.
      - Najwyraźniej…
      Przeszli do pokoju chłopaka.
      - Chcieli cię sprawdzić - mruknął. - Jestem tylko ciekawy, czy przybyli tu właśnie w tym celu, czy to wyszło jakoś tak podczas rozmowy…
      - Prawdopodobnie podczas. Wyglądało na to, że byli zdziwieni naszą obecnością tutaj.
      - Ech, że też musieli się natknąć akurat na was! Pewnie gdybyś była bez Kaori, niczego by nie podejrzewali.
      - Możliwe - przyznała Aya. - Nie wiem już, co o tym wszystkim myśleć.
      - Też się już pogubiłem - powiedział. - Wiesz… W Związku też wydarzyło się kilka dziwnych rzeczy.
      - Tak?
      - Uhm. Prezes Stowarzyszenia dziwnie się zachowywał… Wyobraź sobie, że zaprowadził mnie do sali pełnej zwojów „nasiąkniętych krwią naszych braci”, jak to powiedział.
      - Współczuję - szepnęła Aya, wiedząc, że chłopak musiał się tam nieźle namęczyć. Sądząc jednak po jego tonie, do najgorszego nie doszło.
      - A Yūki… Kiedy chciała spojrzeć na którąś ze stron jednej z ksiąg z okresu zimy dziesięć lat temu, ta nagle spłonęła.
      Aya uniosła brwi ze zdziwienia.
      - Jakby… ktoś nie chciał, żeby czegoś się dowiedziała…
      - Właśnie - potwierdził Kiryū. - Aha… Przepraszam, ale przez to całe zamieszanie nie zdążyłem poszukać czegoś na twój temat.
      - Nie przejmuj się tym. - Lekceważąco machnęła ręką. - I tak mam teraz sporo na głowie…
      - No… Trochę to wszystko dobijające, nie sądzisz?
      - Uhm.
      - A jak tam głowa i cała reszta? - zapytał po chwili.
      - Nic mnie nie boli, ale prawie w ogóle nie jestem w stanie kontrolować wyostrzonych zmysłów. To znaczy… Kiedy się skupię i chcę coś zobaczyć czy usłyszeć, udaje mi się to. Ale bywają momenty, że, choć wcale tego nie chcę, jakoś tak automatycznie coś do mnie dociera. Tyczy się to głównie słuchu, ale nie znam powodu.
      - Cóż, jak by nie było, niedługo powinnaś do tego przywyknąć - powiedział uspokajająco Zero.
      - Też tak miałeś? - spytała.
      - Wiesz… To trochę inna sytuacja. Urodziłem się z silnymi łowieckimi zdolnościami, więc moje zmysły od zawsze były bardziej wyostrzone niż te ludzkie. Dlatego nie odczułem tej zmiany tak mocno jak ty - rzekł. Przypomniał sobie, kiedy on i Ichiru jako małe dzieci zostali zabrani do Związku i przebadani oraz przetrenowani pod tym kątem. I w tym przypadku jego umiejętności ogromnie przewyższały te Ichiru. Jakby tego było mało, okazało się, że był wyczulony bardziej niż zdecydowana większość Łowców w ogóle.
      Do pomieszczenia nagle wszedł dyrektor.
      - Puka się - mruknął Zero bardziej dla zasady niż ze złości.
      - Aya-san, chciałbym z tobą porozmawiać - oświadczył.
      - Dobrze, już idę - zgodziła się od razu. Pożegnała się z Zero i poszła za Kaienem do jego gabinetu.
      - To, że to byli Łowcy Wampirów, nie pozostawia najmniejszych wątpliwości - zaczął dyrektor. - Jednakże nie wiem dokładnie, po co tu przybyli. Wydaje mi się, że tak naprawdę to ja byłem powodem ich wizyty, nie wy.
      - Też tak myślę. - Aya skinęła głową. - W końcu nikt nie wiedział, dokąd się udałyśmy.
      - Właśnie. W trakcie waszej rozmowy Łowcy musieli zmienić taktykę po tym, jak dowiedzieli się, że mnie nie ma. Mieli ułatwione zadanie, bo na terenie Akademii nie było nikogo oprócz was. Mieli więc szczęście, że nie było żadnych świadków.
      - Taak…
      - Aya-san, powiedz, proszę, jak oni wyglądali? Może rozpoznam któregoś…
      - Niższy miał kręcone rude włosy i mnóstwo piegów… Ten drugi to wysoki szatyn z kozią bródką, chyba nazywał się Eiji czy jakoś tak…
      - Eiji?! Znam go! Niech no ja go tylko… - Podszedł do biurka i wyjął z szuflady jakiś notes. Przekartkował go, znalazł poszukiwaną stronę i podszedł do telefonu. Szybko wykręcił numer. - Eiji, mogę się łaskawie dowiedzieć, co to miało znaczyć?! - wrzasnął do słuchawki.
      - Nie denerwuj się tak, dyrektorku. Wrzuć na luz - odpowiedział tamten.
      Aya dziwnie się poczuła, słysząc dokładnie słowa obu rozmówców.
      - Z jakiej racji weszliście na teren Akademii? - zapytał gniewnie Kaien.
      - Ech, to był rozkaz, no nie? Przecież nie zrobiliśmy tego z Tatsuyą dla zabawy! - zniecierpliwił się Eiji.
      - Czy to prezes Związku wydał ten rozkaz?
      - A kto inny?
      - Byłem dziś w kwaterze głównej, widziałem się z nim!
      - Ale nas wysłał przecież wcześniej - zauważył właściciel koziej bródki. - Po prostu się minęliśmy.
      - Ech, nieważne. O co właściwie chodziło? Wysłał was do mnie, ale jak już się z nim spotkałem, to jakoś nic do mnie nie miał! - Aya zastanawiała się, czy wcześniej kiedykolwiek widziała dyrektora tak nabuzowanego. Chyba nie.
      - A ja tam wiem? Mieliśmy po prostu sprawdzić, co i jak…
      - Z czym?
      - No… Ogólnie z Akademią i tymi waszymi uczniami…
      - A ta sprawa z siostrami Mitsui?
      - Och, od dawna ich szukaliśmy. To był przypadek, że je rozpoznaliśmy. Ta mała była niesamowicie podobna do Reiko Mitsui, którą Tatsuya kilka razy spotkał…
      - Ale dlaczego zaczęliście je przesłuchiwać?! - zdenerwował się Kurosu. - To tylko dzieci!
      - Bez przesady, dyrektorku. To też rozkaz, na dodatek bardzo stary. Jeśli dziwnym trafem komuś udałoby się je spotkać, mieliśmy zadać im kilka pytań i wybadać to i owo.
      - „To i owo”?
      - Właśnie, właśnie.
      - Co masz na myśli?
      - To całe zamieszanie kilkanaście lat temu!
      - Co to ma do rzeczy?
      - To, że ta starsza córeczka pojawiła się jakby znikąd.
      - Że co? Nie rozśmieszaj mnie.
      - Ech, mów sobie, co chcesz. Kilku Łowców pamięta jednak tamte wydarzenia. Ja osobiście nie brałem w nich udziału i nie do końca jestem wtajemniczony, ale fakt pozostaje faktem, a rozkaz rozkazem, że jeśli ktoś z nas odnalazłby córki Reiko Mitsui, miałby szczególnie uważać na tę starszą.
      - Niby dlaczego?
      - Tego nie wiem. Jednak od razu poczułem, że coś z nią jest nie tak.
      - Dlatego w nią strzeliłeś?!
      - Hej, spoko, dyrektorku! Przecież nic się jej nie stało! Dlaczego się tak denerwujesz, skoro to była broń NA WAMPIRY?
      - Bo to moja uczennica, a także podopieczna. Zdajesz sobie sprawę z tego, jak bardzo musiała się przestraszyć? Zresztą jej młodsza siostra również!
      - Oj tam, bez przesady…
      - Składaliście już raport prezesowi? - przerwał mu Kaien.
      - No pewnie. Robota to robota, nie?
      - Nieważne. Koniec rozmowy na dziś. Nie ważcie mi się kiedykolwiek przekroczyć progu Akademii!
      - Ech, wszystko mi jedno…
      Kurosu rozłączył się i spojrzał na Ayę.
      - Słyszałaś wszystko? - spytał, najwyraźniej dobrze odczytując jej minę. Nieśmiało pokiwała głową.
      - Przepraszam, nie potrafię jeszcze… - zaczęła.
      - Nie, nie, to dobrze - powiedział szybko, po czym westchnął. - To musiało być zamierzone. Prezes musiał już coś podejrzewać. I wiedzieć lub domyślać się, że mnie w tym czasie nie będzie… Jak on to zrobił? Może wysłał szpiega? Jeśli by tak było, wiedziałby również, że tych dwóch nie zastanie tu też Nocnej Klasy…
      - Nie wiem, panie dyrektorze… - Aya zasmuciła się. Czuła, że sprawiła wszystkim kłopot. Bądź co bądź wychodziło na to, że to przez nią wkradli się tu intruzi. I to na polecenie samego szefa Związku. Tylko czego on mógł od niej chcieć? Czy prawdą było to, co przypuszczała Shiuzka? Że jest wybrykiem natury, którego należałoby się pozbyć?
      - Hej, spokojnie! Wszystko jakoś się ułoży! Na szczęście broń Łowców jeszcze na ciebie nie oddziałuje, dzięki czemu przez jakiś czas powinnaś być ze strony Stowarzyszenia Łowców bezpieczna… - Widząc, że dziewczyna nie zamierza odpowiedzieć, lecz tylko wzdycha cichutko, dodał: - No już, nie martw się tak.
      - Staram się, ale mi nie wychodzi. Za dużo tego wszystkiego…
      - Pamiętaj, że zawsze masz we mnie wsparcie.
      - Dziękuję, dyrektorze - powiedziała z wdzięcznością. - I przepraszam za problemy, jakie sprawiam - dodała cicho, wstając z krzesła i kłaniając się nisko.
      - Och, przestań, to nie twoja wina - rzucił szybko dyrektor. Miał zmartwioną minę, której nie udawało mu się ukryć.
      Aya wymruczała coś pod nosem, po czym wróciła do pokoju. Uspokoiła się odrobinkę, widząc, że Kaori śpi spokojnie, miarowo oddychając. Sama postanowiła szybko się wykąpać, a następnie wziąć przykład z siostry i również oddać się w objęcia snu.
***
      Następnego dnia Aya obudziła się dość wcześnie. Choć nadal czuła się zmęczona, nie mogła już zasnąć - być może ze względu na to, że nie przywykła jeszcze do tego miejsca, a być może po prostu przez wzgląd na zmartwienia. Leżała więc tylko i rozmyślała nad wydarzeniami, które miały miejsce od dnia przybycia do Akademii Kurosu.
      Kaori również już nie spała. Dokładnie opatulona kołdrą i zwrócona twarzą do ściany, sprawiała wrażenie nadal pogrążonej we śnie.
      Ostatnio tyle się działo… To nieprawdopodobne, że od przybycia tutaj nasze życie tak bardzo się zmieniło! Jakby nad tą Akademią ciążyła jakaś klątwa czy coś… Albo raczej nad nami. Chociaż nie, przecież skoro to wszystko zaczęło się tutaj… A może… Może początek miał miejsce wcześniej, ale tego po prostu nie zauważyłam? Sama już nie wiem. Czuję się zagubiona. Tak bardzo, jak jeszcze nigdy przedtem. Czy to tylko wymysł mojej wyobraźni, czy naprawdę nikt nie jest ze mną do końca szczery? Zastanawia mnie to, czy kiedyś dowiem się, o co chodzi… Ciągle szukam odpowiedzi na moje pytania, jednak one nie przychodzą. Dlaczego? Nie chcę urządzać przesłuchania Ayi, bo ona i tak pewnie mi nic nie powie. Poza tym, jeśli coś się rzeczywiście dzieje, to nie będzie chciała mnie martwić. Może poczekam na dalszy rozwój wypadków? Ale czy wtedy nie będzie już za późno? Zaraz, „za późno”? Na co? Kurczę, co się tu dzieje?
      Przewróciła się na plecy, otworzyła oczy i zaczęła wpatrywać się w sufit.
      A może… Może sobie to wszystko ubzdurałam? Może to ze mną jest coś nie tak i mam jakieś urojenia? To całkiem prawdopodobne, zważywszy na to, co się ze mną dzieje… Najpierw to zauroczenie Idolem, potem jakiś dziwny wypadek, którego nawet nie pamiętam, i koniec - Aidō-senpai odszedł w zapomnienie. Pojawił się z kolei brat Kiryū-kuna, ale szybko zniknął. A ja jak taka głupia wciąż o nim myślę… I co z tą dziwną aurą uczniów Nocnej Klasy i Zero? I… Ayi. Och, a ci dwaj intruzi? Co oni tak naprawdę tu robili? I dlaczego jeden z nich strzelił do nēsan? Zbyt dużo sekretów.
      Nie, nie, nie, po prostu to sobie wymyśliłam. Nie ma żadnych tajemnic, nadprzyrodzonych zjawisk i tak dalej. To tylko moja chora wyobraźnia. A zauroczenia przystojnymi chłopcami są normalne w tym wieku, prawda? Szybko przychodzą i szybko odchodzą, standard. No. Nie chcę już myśleć o tych „cudach i dziwach”. Od teraz wszyscy dookoła są najzwyklejszymi uczniami Dziennej i Nocnej Klasy. Aya jest po prostu zamknięta w sobie, dlatego nie mówi mi o wszystkim. W końcu każdy ma swoje tajemnice. Ja przecież też. Ach, i  jeszcze jedno… Koniec z myśleniem o Ichiru!
      Poczuła się nieco zmotywowana. Wstała więc po cichu, nie chcąc zbudzić siostry. Po chwili zauważyła jednak, że ta już nie śpi.
      - Dzień doberek, Aya-nēsan! - zaświergotała.
      - Czeeść - bardziej ziewnęła niż odpowiedziała Aya.
      - Wstawaj i się ubieraj! Zaraz pewnie będzie śniadanie - zauważyła Kao. Po chwili zdała sobie też sprawę, że położyła się we wczorajszych ciuchach. Westchnęła, po czym zaczęła się przebierać, postanawiając, że kąpiel weźmie w wolnej chwili, gdy nikt nie będzie korzystał z łazienki.
      - Ech, czuję się tu jak pasożyt - wyznała Aya. - Mogliby nam w końcu pozwolić przygotować jakiś posiłek - rzekła, gramoląc się spod kołdry.
      - Niby tak, ale skoro dyrektor i ten kretyn tak się tam rządzą, to ja wolę do kuchni nawet nie podchodzić - przyznała Kaori.
      - Coś ty się tak na nim uwzięła? - spytała obojętnie Aya.
      - A coś ty się tak uwzięła na Nocnej Klasie? I Ichi… - powstrzymała się. - No, na Nocnej…
      - Dobra, dobra. Koniec tematu, okej? Tak tylko pytałam.
      Przez kilka minut obie doprowadzały się do stanu używalności. Przed wyjściem z pokoju Aya na szybko spięła jeszcze włosy, a Kaori wpięła w swe długie loki klamrę.
      Przeszły do jadalni, w której przy stole siedzieli dyrektor i Zero. Przywitały się grzecznie i dołączyły do nich.
      - Yūki jeszcze nie wstała? - spytała zaciekawiona Kaori.
      - Chyba nie. Ale co tam, dajmy się dziewczynie wyspać - zawołał wesoło dyrektor. - Wy też nie musicie tak wcześnie wstawać, jeśli nie macie na to ochoty - dodał.
      - Spokojnie, często wstajemy o podobnej godzinie - rzekła Kao, równocześnie robiąc sobie kanapkę. Dzisiejsze śniadanie zostało przygotowane w zachodnim stylu. - Smacznego!
      Wówczas do pomieszczenia weszła Yūki. Miała tak podkrążone oczy, że wydawało się, jakby w ogóle w nocy nie spała. Przywitała się cicho, po czym usiadła na wolnym miejscu i bez słowa sięgnęła po jedzenie.
      Wszyscy jedli w milczeniu. Kaori nie podobała się ta atmosfera, jakże inna od tej, kiedy jadła w tym miejscu po raz pierwszy.
      - A właśnie - odezwała się, nie mogąc już wytrzymać ciężkiej ciszy. - Możemy się wybrać do miasteczka? - spytała. Chciałabym spędzić trochę czasu z nēsan… W taki normalny sposób, jak siostra z siostrą…
      - Hm, nie widzę przeszkód - odpowiedział dyrektor. - Wszyscy macie zamiar iść czy tylko wy dwie?
      - Yūki, chcesz iść z nami? - zapytała Kaori.
      - Wybacz, ale raczej nie mam dziś na to ochoty - przyznała.
      - W takim razie idziemy same. - Kao uśmiechnęła się, całkowicie ignorując Zero.
      Aya spojrzała na kolegę przepraszającym wzrokiem. Za pomocą krótkiego gestu dał znać, że wszystko jest w porządku i ma się nie martwić.

      Zebrały się do wyjścia jakieś dwie godziny po śniadaniu.
      - Jesteś gotowa? - spytała Kao.
      - Jeszcze chwilka…
      - Dobra, poczekam na zewnątrz, okej? Chcę już złapać trochę słońca.
      - Zgoda - odparła Aya, kiedy Kaori zamykała za sobą drzwi. Szybko ubrała adidasy i bluzę.
      - Aya-san.
      Dziewczyna odwróciła się i spostrzegła dyrektora.
      - Słucham?
      - Mimo wszystko uważaj. W miasteczku teoretycznie mogą kręcić się Łowcy. No i już kilka razy pojawiały się tam wampiry Poziomu E…
      - Spokojnie, w razie czego na pewno je wyczuję. I załatwię, jeśli będzie taka potrzeba. Teraz mam ułatwione zadanie.
      Uśmiechnęła się, wytwarzając małą wodną kulkę, a następnie szybko zmieniając ją w parę wodną. Powietrze wokół zrobiło się na chwileczkę przyjemnie ciepłe i odrobinę wilgotne.
      Dyrektor zaśmiał się.
      - W takim razie miłej zabawy! - zawołał.
      - Dziękuję - odparła, pokłoniła się grzecznie i wyszła.

      - Dokąd najpierw pójdziemy? - zapytała Kaori.
      - Nie wiem. Ty zdecyduj - odparła Aya.
      Właśnie dotarły do Mumei. Wokół kręciło się niewielu ludzi, jednak czym bliżej centrum, tym było ich więcej. Choć pogoda jeszcze chwilę temu dopisywała, obecnie niebo zaczęły powoli przysłaniać chmury.
      - Hm… - Kao zamyśliła się. - Mogłybyśmy wejść do kilku sklepów, by pooglądać jakieś ciuszki albo buty, ale z drugiej strony… Jestem spłukana, a samo patrzenie i przymierzanie ubrań, bez możliwości ich ewentualnego kupienia, nie jest zbyt przyjemne…
      - Ech, tak to jest, jak się tak bezmyślnie wydaje pieniądze.
      - Hej! Ale ty jeszcze masz jakieś oszczędności, prawda? - zauważyła Kaori. - Więc może poszukamy czegoś dla ciebie? - zapytała z nadzieją.
      - Zlituj się, Kao. Wiesz, że nie przepadam za tymi wszystkimi przymiarkami i tak dalej…
      - Nēsan, powiedz mi jedną rzecz. Kiedy ostatnio kupiłaś sobie jakąś nową bluzkę? Albo spodnie? Albo buty? Albo…
      - Dobra, dobra, przestań już - przerwała jej Aya. - Wystarczy.
      - No to się zgadzasz czy nie? - zniecierpliwiła się Kaori.
      - Dobra, niech ci będzie. Ale wejdziemy tylko do kilku sklepów, nic więcej. Zgoda?
      - Zgoda! - Kao uśmiechnęła się promiennie. - Jej! Ruszamy na zakupy! - zaświergotała.
      Niesamowite! Zanosi się na najzwyczajniejszy w świecie wypad sióstr do miasta! Może… Może jednak potrafimy jeszcze normalnie żyć?
      Kao lekko przyspieszyła. Aya westchnęła i zrobiła to samo, by nie zostać w tyle.
      Spróbuję zachowywać się normalnie… To znaczy… normalnie jak na mnie. Kao-chan też ostatnio się wszystkim przejmowała, może te zakupy poprawią jej humor…
      Weszły do pierwszego sklepu odzieżowego. Aya stanęła na progu, jak zwykle w takich sytuacjach nie bardzo wiedząc, co ze sobą robić. Kiedy spojrzała na ogromne ilości ubrań, niemal się przeraziła. Kao wprost przeciwnie. Promieniowała radością i od razu rzuciła się na poszukiwania czegoś odpowiedniego dla siostry.
      - Popatrz, popatrz! - wołała co chwilę. - Ładne, prawda? Przymierzaj szybko!
      Aya była skazana na przymierzanie kolejnych to ubrań. Nie znosiła tego, ale postanowiła się poświęcić, widząc, jak wielką radość sprawia tym siostrze.
      - Wiesz, mimo wszystko, myślę, że powinnaś zainwestować w spódniczkę. Masz w ogóle jakąś? Wciąż chodzisz w spodniach, pomijając mundurek oczywiście - rzekła Kao. Aya była taka piękna, a w ogóle tego nie podkreślała.
      - Jakąś tam mam. Chyba - odparła z powątpiewaniem Aya. - Nie przepadam za spódniczkami…
      - A to niedobrze, bo bardzo ładnie w nich wyglądasz - oświadczyła pewnym tonem Kaori. - No i chłopcy lubią takie rzeczy.
      - Mam to gdzieś.
      - Hej, masz siedemnaście lat i wciąż nie myślisz o chłopakach? Nie mów mi, że chcesz być przez całe życie samotna.
      - Sama nie znaczy samotna. A zresztą… wszystko mi jedno - odparła obojętnie Aya.
      - No wiesz! Nie wolno ci tak mówić! Ja tam marzę o jakimś przystojniaku! I ślubie, i przytulnym domku, i dzieciach - dwoje albo troje… Tak, w sam raz! Przydałaby się też jakaś pasjonująca praca. No, chyba że mój mąż będzie zarabiał na tyle dużo, bym nie musiała chodzić do roboty! - rozmarzyła się. Zaraz jednak zdała sobie sprawę z tego, że nie potrafiłaby być kurą domową, zanudziłaby się na śmierć. Skłaniała się więc ku interesującej pracy, takiej, która urozmaiciłaby życiową rutynę.
      - Nie zapędziłaś się trochę? - spytała Aya, podnosząc kącik ust. Bawiło ją to, jak siostra entuzjazmowała się takimi rzeczami.
      - Hej, to już taki wiek, że można myśleć o podobnych sprawach! Jeszcze tylko kilka lat nauki - dokończymy liceum, potem jakieś studia… I trzeba będzie wychodzić za mąż! - zaświergotała Kao.
      - Aż tak ci się spieszy?
      - Pewnie! Będzie wspaniale, zobaczysz. Tylko najpierw… trzeba sobie kogoś znaleźć.
      - To chyba logiczne, co nie? - rzuciła Aya zza kotary. Właśnie przymierzała kolejną spódniczkę.
      - No tak, tak.
      Zamilkła na chwilę.
      - Hej, masz może kogoś na oku?
      - Hę? - Aya wyszła z przebieralni.
      - No jak? Nie uwierzę, że się jeszcze nie zakochałaś albo przynajmniej nie zauroczyłaś.
      - To lepiej uwierz - mruknęła Aya. Jakoś nigdy nie zwracała większej uwagi na przeciwną płeć. Jej życie zawsze kręciło się wokół tego, co się z nią działo - powolną, acz nieuchronną przemianą w wampira.
      - Przecież… To nielogiczne. Wbrew ludzkiej naturze - wzburzyła się oszołomiona nieco Kaori. Uważała, że miłość romantyczna jest ważnym elementem ludzkiej egzystencji i jeśli jej brakowało, życie było niepełne.
      - Taa… - odparła tylko szorstko Aya. Dokładnie, Kao-chan, dokładnie…
      - Zresztą mniejsza o to… W tej spódniczce wyglądasz przepięknie! Musisz ją wziąć! Po prostu musisz! - powiedziała podekscytowana na nowo blondynka.
      - Chyba żartujesz? Mam ją kupić?
      - Oczywiście. I nie próbuj się sprzeciwiać. Świetnie na tobie leży.
      - Sama nie wiem… - Aya zaczęła się zastanawiać nad kupnem. Spódniczka była czarna i zwiewna, faktycznie bardzo ładna, ale nie sięgała nawet kolan, więc wydawała jej się za krótka. Podczas noszenia mundurka zawsze stresowała się, że spódniczka zostanie podwiana przez wiatr, z tą byłoby tak samo…
      - Proszę pani! - zwróciła się Kaori do ekspedientki. - Kupujemy ją! - powiedziała radośnie, zanim Aya zdążyła się wtrącić.
      - Czyś ty oszalała? Przecież nie powiedziałam, że ją biorę!
      - Ale widziałam, że ci się podoba, więc trzeba ją szybko nabyć, bo jeszcze zmienisz zdanie - rzekła spokojnie i z uśmiechem na twarzy Kaori.
      - Kao-chan, co ja z tobą mam… - Aya z dezaprobatą pokręciła głową, ale ostatecznie kupiła jednak tę spódniczkę, choć nie wiedziała, czy kiedykolwiek ją założy. Kiedy ekspedientka wręczyła Ayi siatkę z zakupem, dziewczyny wyszły wreszcie ze sklepu.
      - A tak nawiasem mówiąc, to w tej spódniczce na pewno zrobisz furorę. I znajdziesz sobie wtedy faceta - powiedziała Kaori, niemal podskakując.
      - Kao… - zaczęła zdenerwowana na nowo Aya.
      - Tak, tak, wiem. Przepraszam! - wpadła jej w słowo zadowolona Kao. Obie się roześmiały.
      - Co teraz robimy? - spytała Aya w momencie, gdy doszły do rynku.
      - Hm… Zrobiłam się nieco głodna. Może pójdziemy do tamtej kawiarenki? Ostatnio nie miałam nawet okazji spróbować tych pysznych lodów.
      - Skoro nie próbowałaś, to skąd wiesz, jak mogą smakować?
      - Oj… Czepiasz się szczegółów - zaśmiała się Kaori.
      - Dobrze, chodźmy więc - rzuciła Aya. Po kilku minutach weszły do kawiarenki i zajęły miejsce przy stoliku w głębi lokalu. Po chwili podeszła do nich kelnerka.
      - Witam! Czym mogę służyć? - wyrecytowała swój codzienny wierszyk, po czym doszło do niej, że kojarzy siedzące przed nią dziewczyny. - Och! Jak mogłam zapomnieć! - ożywiła się i zwróciła się do Kaori. - To ty kupowałaś te przysmaki dla Idola z Akademii Kurosu! - powiedziała zadowolona kelnerka. Kao przypomniała sobie, że to ta sama pani, od której kupowała łakocie dla Aidō i zawstydziła się trochę, widząc zdziwienie na twarzy siostry. - Smakowały mu?
      - Uhm… Tak, oczywiście - odparła cicho.
      - To wspaniale! Już dawno go tu nie widziałam. Ostatnio, gdy się tu zjawił, wyglądał na nieco przygnębionego, cały czas rozmyślał. Zazwyczaj tryskał energią, zamawiał pełno słodyczy i rozkoszował się nimi. A od pewnego czasu prosi tylko o jedno ciacho i siedzi zadumany… - Potem zaczęła snuć swoje domysły, których dziewczyny już prawie nie słuchały, bo Aya przeszywała siostrę wzrokiem, oczekując jakichkolwiek wyjaśnień.
      - Zauroczenie. Mój błąd - szepnęła cicho Kao, by nie przerywać wykładu kelnerce (kilka lat od nich starszej). Siostry spoglądały to na siebie, to na dziewczynę i wybuchły śmiechem. To wyrwało kelnerkę z rozmyślań.
      - Tak czy inaczej - powiedziała kończąc - gdy spotkasz Idola, pozdrów go ode mnie i powiedz, że z niecierpliwością czekam na jego ponowne przyjście tutaj!
      - Ee… To znaczy… - zaczęła Kao, chcąc powiedzieć, że już nie będzie takiej okazji, jednak pomyślała, że lepiej będzie się zgodzić i zaoszczędzić sobie jeszcze kilku pytań ze strony dziewczyny. Zresztą Aya patrzyła na nią takim wzrokiem, jakby myślała o tym samym i nie zniosłaby dalszej rozmowy z kelnerką. - Nie ma sprawy! Powiem mu, gdy tylko nadarzy się taka okazja! - rzekła z przylepionym uśmiechem, idealnie grając rolę zafascynowanej.
      - W takim razie dziękuję! - rzuciła dziewczyna i oddaliła się od stolika sióstr Mitsui. W tym momencie obie zaczęły się śmiać.
      - Co to było? - powiedziała Aya przez śmiech. Zazwyczaj fanki wampirów wywoływały w niej jedynie gniew i zniesmaczenie, ale ten popis niemal doprowadził ją do łez.
      - Pojęcia nie mam - szepnęła prawie zapłakana ze śmiechu Kao. Po jakiejś minucie się uspokoiły.
      - Kao-chan…
      - Hm?
      - Czy ona przypadkiem nie zapomniała przyjąć zamówienia?
      Na nowo wybuchły. Przez dobrych kilka minut nie mogły się uspokoić. Gdy tylko spojrzały na siebie, próbując się opanować, na nowo się zaczynało. Ludzie dookoła nich zaczęli się na nie dziwnie patrzeć. To jednak również je śmieszyło. W końcu jednak zaczęły normalnie oddychać i uspokoiły się. 
      Kaori podeszła do jakiejś innej kelnerki i złożyła zamówienie. Już po chwili opychały się wspaniałymi lodami z kawałkami owoców.
      - Pycha! - wydukała Kao, pakując do buzi coraz to większe porcje.
      - Nie mogłabyś jeść jak człowiek? - spytała Aya.
      Ta jednak tylko pokręciła przecząco głową. Przełknęła jedzenie.
      - Wiesz, że nawet nie ma takiej opcji. - Wyszczerzyła zęby.
      Kao-chan jest niemożliwa, zaśmiała się w duchu Aya.
      Kaori spojrzała na nią i uśmiechnęła się.
      Ale się cieszę! Aya się dziś roześmiała! Roześmiała! Nie, nawet więcej - to był napad śmiechu! Świetnie, ucieszyła się. Może… Może problemy są już przeszłością? Może teraz będziemy mogły normalnie żyć? Tak jak zwykłe nastoletnie siostry, które robią sobie podobne wypady na miasto, razem się uczą, plotkują, pożyczają sobie ciuchy… To… To by było niesamowite…
      - Dziwnie wyglądasz - zauważyła Aya, bawiąc się łyżeczką.
      - Czemu? - zapytała ze zdziwieniem Kaori.
      - Jakąś taką śmieszną minę zrobiłaś. O czym to tak intensywnie myślałaś, co?
      - O nas!
      - Hę? - Aya uniosła jedną brew do góry.
      - Fajnie jest, prawda? - kontynuowała Kao. - Dawno tak dobrze się nie bawiłam. To taki… prawdziwy siostrzany wypad! - oznajmiła z uśmiechem od ucha do ucha.
      - Cieszę się, że się cieszysz - oznajmiła Aya, delikatnie się uśmiechając.
      - Hej! Nie mów mi tylko, że tobie się nie podoba! - przestraszyła się Kaori.
      - Spokojnie, nic z tych rzeczy - uspokoiła ją Aya. - Jest bardzo miło.
      Faktycznie tak myślała. Była wręcz szczerze zdzwiona, że jest w stanie śmiać się i cieszyć. Choć zmartwienia dzięki temu nie wyparowały, zostały przynajmniej zepchnięte w jakiś odleglejszy zakątek umysłu.
      Dziewczyny chwilę rozmawiały o błahych sprawach, dokańczając w tym czasie desery lodowe.
      - Chcą panienki zamówić coś jeszcze? - zapytała kelnerka, u której Kaori złożyła zamówienie.
      - To jak, Kao-chan? - zwróciła się do siostry Aya.
      - Ech, wypiłabym gorącą czekoladę, ale nie mam za co ją kupić…
      - W takim razie poproszę cappuccino i gorącą czekoladę - zwróciła się do kelnerki Aya.
      - Oczywiście. Zaraz przyniosę.
      - Dzięki, nēsan! - zawołała Kaori.
      - Nie ma za co.
      Kilka minut później przyniesiono dziewczętom zamówione napoje. Ich zapach był oszałamiający.
      - Przed chwilą rozmawiałam z koleżanką - zaczęła kelnerka, wskazując na fankę Idola. - Jesteście uczennicami Akademii Kurosu, tak? - zapytała.
      - Owszem - odpowiedziała z uśmiechem Kaori.
      - Och, ależ macie szczęście! Chciałabym powrócić do tamtych czasów…
      - Zaraz, to pani też uczęszczała do tej Akademii? - zdziwiła się Kao.
      - Tak, skończyłam ją pięć lat temu. Miałam wyjechać na studia, ale niestety… nie wyszło.
      - Oj, przykro nam - odezwała się Aya. Kelnerka uśmiechnęła się smutno, po czym zostawiła siostry same. Ponieważ w kawiarni nie było w tym momencie zbyt wielu gości, dziewczyna podeszła do fanki Aidō i znów zaczęła z nią rozmawiać.
      I wtedy wyostrzony słuch Ayi znów zarejestrował więcej niż powinien.
      „Za twoich czasów nie było tam Nocnej Klasy, nie?”, zapytała fanka. „Ale kojarzysz chyba Idola?”
      „Oczywiście.”
      „Wiesz, wydaje mi się, że ta dziewczyna też jest z Nocnej Klasy”.
      „Która?”
      „No jak to która? Ta brunetka.”
      Aya zacisnęła zęby. Ostatnio Zero, teraz ona… Więc ludzie potrafią wyczuć takie niuanse? Zastanawiała się, czy to przez wygląd, czy raczej przez panującą wokół nich atmosferę. Jak by nie było, nienawidziła tego.
      Kaori zauważyła zmianę na twarzy Ayi. Wyraźnie posmutniała.
      - Co jest? - zapytała, bojąc się, że to koniec miłego wspólnego wypadu.
      - Ach, nie, nic, tak się zamyśliłam - odparła szybko Aya. Uśmiechnęła się wymuszenie, nie chcąc martwić siostry.
      Celowo powoli delektowały się napojami w celu przedłużenia sobie przyjemności - zarówno cappuccino, jak i czekolada były naprawdę wyśmienite. Aya pomyślała, że chętnie przychodziłaby do tej kawiarni częściej, gdyby tylko nie to, że kelnerki lubiły wtykać nosy w nieswoje sprawy.
      - Może to małe miasteczko, ale za to jakie dobre tu mają jedzenie i picie! - zaśmiała się Kaori, kiedy obie skończyły pić. - Pójdę jeszcze do toalety, dobrze?
      - Okej, zapłać po drodze - poprosiła Aya, wciskając siostrze banknot. Nie chciała znów konfrontować się z którąś z tamtych kelnerek. - Ja poczekam na dworze.
      Kaori skinęła głową i ruszyła w stronę kasy, a Aya skierowała się ku wyjściu. Gdy tylko przekroczyła próg, zauważyła, że zrobiło się już ciemno. Spojrzała na zegarek - było jeszcze dość wcześnie. Dopiero wtedy uświadomiła sobie, że to po prostu chmury sprawiły, że świat pogrążył się w lekkim mroku.
      Nagle lunęło, ale Aya nie ruszyła się nawet o milimetr. Stała w tym samym miejscu i tylko podniosła do góry głowę, by poczuć na twarzy spływające krople. Uśmiechnęła się lekko.
      - Nēsan, przeziębisz się! - wrzasnęła Kao, kiedy tylko wyszła na zewnątrz.
      - Spokojnie… Ale lepiej już chodźmy. Dyrektor może zacząć się martwić.
      Szybkim tempem ruszyły w stronę Akademii. Po jakimś czasie zwykła ulewa przekształciła się w burzę z piorunami, jak gdyby chciała im zwiastować coś nieprzyjemnego.
      - Nēsan… - zaczęła Kaori.
      - Chodź szybciej i nie bój się.
      Ostatnie kilkaset metrów przebiegły. Żadna nie czuła się bezpiecznie, latając po dworze w środku burzy. W końcu jednak udało im się dotrzeć do domku dyrektora - były wówczas mokre nie tylko od deszczu, ale i od potu.
      - Wróciłyśmy - rzuciły na progu.
      Kaien Kurosu wyskoczył zza drzwi od salonu.
      - Jesteście całe przemoczone! Idźcie się szybko wykąpać i przebrać! - zawołał. - Ach, no i witajcie z powrotem - przypomniał sobie.
      Siostry spełniły prośbę dyrektora - szybko się wykąpały, wysuszyły i przebrały.

      Po kolacji wszyscy poza Yūki zostali w salonie. Każdy był na swój sposób znudzony, dlatego nawet Kaori i Zero tolerowali jakoś swoje towarzystwo. Oczywiście nie omieszkali obrzucać się co kilka zdań stekiem mniej lub bardziej zawoalowanych wyzwisk, ale Aya i dyrektor nawet nie zwracali już na to uwagi.
      - Trochę martwię się o Yūki - przyznał w którymś momencie dyrektor. Dochodziła dwudziesta trzecia, ale nikomu jakoś nie spieszyło się do spania.
      - Pójdę zobaczyć, czy z nią wszystko w porządku - rzucił Zero, wstając z kanapy. On też się martwił, a przekomarzanki z Kaori miały na celu głównie odpędzenie niechcianych myśli.
      Dyrektor skinął głową, więc Zero wyszedł. Kaori skorzystała z okazji i natychmiast zaczęła luźną pogawędkę z Kaienem, którego z dnia na dzień lubiła i szanowała coraz bardziej.
      Aya wygodniej rozsiadła się na fotelu i na chwilę przymknęła oczy. Wtedy właśnie usłyszała pukanie do drzwi. Uniosła powieki i rozejrzała się. Skąd dobiegł ten dźwięk?
      - Co tu robisz sama? - To przecież Zero, przeraziła się. Tylko nie to, znów te przeklęte wyostrzone zmysły! Yūki przebywała przecież w swoim pokoju na piętrze, a ona z Kao i dyrektorem siedziała na parterze. Normalnie niemożliwością byłoby wszystko tak dokładnie słyszeć.
      - Chciałam chwilę w ciszy pomyśleć. Zero, to, że jesteśmy prawie jak rodzeństwo, nie znaczy, że możesz sobie tak po prostu tu wchodzić. Przecież nie pozwoliłam ci wejść. To niegrzeczne. Poza tym… Rany, przestraszyłeś mnie, nie spodziewałam się, że tu przyjdziesz. - Yūki…
      Aya z całej siły próbowała się wycofać, ale to nic nie dawało.
      - No ale już trudno, nie stój tak, siadaj! - Cholera, nie mogę…
      Próbując nie dać po sobie poznać, że coś jest nie tak, Aya powiedziała tylko, że zrobiła się senna, więc wróci już do „swojego” pokoju. Kaori oznajmiła, że niebawem do niej dołączy, po czym wróciła do pasjonującej rozmowy z Kaienem.
      Aya biegiem dostała się do swojego pokoju gościnnego i natychmiast z powrotem zasłoniła uszy. Nie dość, że słyszała prefektów, to jeszcze swobodną pogawędkę Kaori i dyrektora na dole.
      - Rozmyślałaś nad tą stroną w książce, która dotyczyła tamtej nocy, kiedy zostałaś uratowana. O tym, że spłonęła - stwierdził Zero. Aya przycisnęła do uszu ręce, błagając w duchu, by to się skończyło. Nie chciała podsłuchiwać, a już szczególnie nie tych dwoje, choć nie do końca wiedziała dlaczego. Cóż, o ile rozmowa Kao była zwyczajną pogaduszką, o tyle ta pomiędzy prefektami była bardziej osobista, zdecydowanie nieprzeznaczona dla obcych uszu.
      - Tak… Kiedy próbowałam dowiedzieć się czegoś o mojej przeszłości, strona spłonęła. Gdy staram się coś sobie przypomnieć, zaczynam mieć halucynacje…
      Koniec, nie chcę tego słuchać! Czuję się jak jakiś stalker, zdenerwowała się Aya, jeszcze mocniej przyciskając ręce do uszu.
      - To takie dziwne. Mam takie przeczucie, jakby ktoś próbował mnie powstrzymać przed dokopaniem się do zdarzeń sprzed dziesięciu lat… Kto wie, nawet moje wspomnienia mogły zostać zmodyfikowane… Nie jestem pewna, ale są rzeczy, które muszę wyjaśnić… Z Kaname-senpai…
      Cholera, no już! Niech to się skończy… Aya, wciąż zasłaniając uszy, weszła szybko do łóżka. Zakryła się kołdrą, przycisnęła ją i poduszkę do uszu.
      - Hej, co z tą zmartwioną miną? - zapytała wesoło Yūki.
      Nic nie działa! Nadal tego nie kontroluję, szlag by to! Dlaczego akurat w takim momencie? A Yūki… dlaczego? Dlaczego w takiej chwili ma taki radosny głos? To nienaturalne…
      - Ty naprawdę nie lubisz, kiedy się martwię? - Aya ponownie usłyszała panią prefekt. - Nie chcę, żebyś marnował swój cenny czas, martwiąc się o mnie. Naprawdę, ze mną wszystko okej.
      Aya skuliła się, wciąż przyciskając do uszu wszystko, co miała pod ręką, choć wiedziała, że to i tak nic nie da.
      - I wie pan co, panie dyrektorze? Okazało się, że mam do tańca spory talent. Wyczucie rytmu i takie tam… - Kao.
      - Zero…? - Yūki.
      - Yūki… - Zero.
      - T-tak? - Yūki.
      - Dobrze jest mieć pasję! - Dyrektor.
      - Przepraszam… - Zero.
      - A pan co lubi robić? - Kao.
      Aya poczuła zapach krwi Yūki.
      O losie, on… już nawet nie próbuje się powstrzymać.  Zadrżała. I… dlaczego tak długo to trwa?! Głupitka wymiana zdań dyrektora i Kao wydawała się Ayi zupełnie nie na miejscu. Jak dziwnie było mieć świadomość, że tych dwoje nie ma zielonego pojęcia, co dzieje się nad ich głowami… Niestety, Aya z kolei wiedziała o tym aż za dobrze.
      - Zero… Puść… Puść mnie! Przestań! Zero, przestań już!
      Właśnie gdy Aya poczęła zastanawiać się, czy nie powinna jednak zainterweniować, usłyszała, że Yūki udało się wreszcie wyrwać.
      - Jeśli nie będę pił twojej krwi, tak jak teraz… nie będę w stanie żyć - oznajmił cicho Zero.
      Aya poczuła, że ma łzy w oczach. Choć go nie widziała, wyobrażała sobie udrękę w jego pięknych lawendowych oczach.
      - Rozumiesz to? Jesteś ofiarą, Yūki. Dlatego… masz prawo być wobec mnie okrutna. Nieważne, jak bardzo będę musiał się o ciebie martwić albo jak bardzo wystawisz mnie na niebezpieczeństwo, możesz robić, co chcesz. Ale to i tak nie będzie wystarczającą „rekompensatą”. Nawet jeśli będę musiał poświęcić dla ciebie resztkę mojego życia, nie usłyszysz ode mnie słowa żalu.
      DOŚĆ! Cholera jasna, nie chcę tego słuchać! Łzy zaczęły niekontrolowanie wypływać z oczu Ayi. Cała się już trzęsła, wciąż skulona pod kołdrą. Nie wiedziała, co się z nią działo. Niemożność kontrolowania jednej z wampirzych zdolności to raz, ale to słowa Zero wstrząsnęły nią najbardziej. Zatracał się w pragnieniu krwi coraz bardziej. Jeśli tak dalej pójdzie, niebawem naprawdę upadnie do Poziomu E, a ona… Ona nie mogła sobie wyobrazić, by tak się stało. Nie chciała tego, tak strasznie nie chciała… Choć nie zrobiła tego specjalnie, przywiązała się do jedynej osoby, która była w stanie ją zrozumieć. Myślała o nim jak o przyjacielu, którego… No tak. Którego chciała chronić, a nie być zmuszoną go zabić. Tymczasem najwyraźniej wszystko prowadziło do tego drugiego…
      - Boję się… Moja przeszłość… Jaka ona mogła być? - Yūki też szlochała. - Zero…
      Wtedy nastała tak długo oczekiwana cisza. Aya jeszcze przez długi czas nie mogła się uspokoić. Zasnęła dopiero późną nocą, kiedy Kaori już dawno leżała w łóżku obok.



Kolejny rozdział ->




***
      Cześć!
      *fanfary* Znajcie moją łaskę, poświęciłam się i ogarnęłam względnie ten rozdział, żeby go dziś dodać (ale mogą być kwiatki, w razie czego dajcie znać). Dedykuję go Tasarze i Oleenie (czyżby nowa tradycja?). Dziękuję za Wasze komentarze!
      Nic więcej niestety nie mam i nie wiem, kiedy ten stan się zmieni. Póki co mam inne rzeczy na głowie. Teoretycznie ważniejsze, ale na pewno nie przyjemniejsze. </3 Życie bywa okrutne, choć nie powinnam narzekać, skoro siedzę w Japonii. Swoją drogą, jest połowa maja, a tu pogoda jak w środku lata. Niebawem zdechnę.
      Ponawiam informację, iż założyłyśmy grupę na Facebooku taką tylko dla naszego grona. Jest tajna, więc osoby, których nie mam w znajomych, a które chciałyby do tej grupy należeć, proszę o wysłanie linku do swojego profilu czy coś w tym stylu - wówczas Was zaproszę. Na grupie pojawiają się informacje o nowych postach; można także rozpocząć praktycznie dowolną konwersację z resztą członków. Zapraszam - nikt nie gryzie. ;)
      Nie wiem, kiedy ukaże się coś nowego, ale możecie się odzywać i tutaj, i na grupie, bowiem i tu, i tam bywam codziennie. Pewnie zdążyliście się już przyzwyczaić do naszych długich „nieobecności” - ale to tylko „nieobecność rozdziałów”, a nie nas (a już na pewno mnie). ;)
      Buziaki!

3 komentarze:

  1. Dobra, a niech mnie. W końcu mnie nie zjecie na tym fb xD https://www.facebook.com/marika.roznowska?ref=bookmarks poproszę o zakontraktowanie do grupy ^^ W końcu na fb wchodzę praktycznie codziennie, więc jak teraz, gdy nie ma konkretnej daty, będzie łatwiej dowiedzieć się o czymkolwiek.
    A co do rozdziału, ojojoj, tyle wspomnień wróciło do mnie (w przeciwieństwie do postaci Yuuki, hehe)...i aż nie mogę się doczekać dalszych rozdziałów. Będę więc ich wyczekiwać z niecierpliwością, mając w świadomości fakt różnych spraw, które są priorytetami :)
    Co do błędów, wyłapałam kilka literówek, ale tak drobnych i tak niewiele, że już nie wiem gdzie one były, więc wybacz, nie wytknę ci ich :< Jedyne, czego się mogę przyczepić, to stwierdzenia "na nim uwzięła", powinno być na niego uwzięła, zła odmiana po prostu :) Tak samo przy Nocnej Klasie. Uwzięła na NocnĄ KlasĘ, nie na Nocnej Klasie. Takie małe, ale rzucające się w ślepka.
    Standardowo, pozdrawiam cieplutko i z radością oświadczam, że i w Polsce w końcu nastało ocieplenie klimatu ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. To ja też poproszę o dostęp od razu - Dominika Olga Sowińska XD

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha faktycznie chyba nowa tradycja ;)
    Nie wiedziałam, że te kolczyki Zera to amulety... ciekawe :D
    Ja błędów nie będę wytykać :) I oczywiście czekam na kolejny rozdział! Coś muszę robić na tym moim bezrobociu T.T
    Pozdrawiam cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń